Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Aktualności Przez 26 lat kierował zespołem szkól rolniczych w Wojsławicach. 20 marca ostatnie pożegnanie Wiesława Sobocińskiego

Przez 26 lat kierował zespołem szkól rolniczych w Wojsławicach. 20 marca ostatnie pożegnanie Wiesława Sobocińskiego

sobocinskiŻył skromnie, całe życie był wyjątkowo skromnym człowiekiem, a i teraz w sytuacji ograniczeń związanych z koronawirusem też będzie miał też skromny pochówek, choć w uroczystościach gdyby mogło uczestniczyłoby pewnie kilkaset osób. Piszemy o zmarłym we wtorek 17 marca Wiesławie Sobocińskim, długoletnim dyrektorze, przyjacielu i wspaniałym wychowawcy wielu pokoleń młodzieży, związanym przez niemal trzy dekady z Zespołem Szkół Rolnicze Centrum Kształcenia Ustawicznego w Wojsławicach, w gminie Zduńska Wola.

 

We wrześniu skończyłby 82 lata. Ostatnie pożegnanie, w ograniczonej liczbie - do 50 żałobników - zaplanowano na 20 marca o godz. 13 w kościele parafii św. Maksymiliana Kolbego na os. Południe w Zduńskiej Woli.
"Panie Dyrektorze, z zaskoczeniem, niedowierzaniem i ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość o Pana śmierci. Znaliśmy Pana jako człowieka, który żył dla innych, zawsze wyciągał pomocną dłoń, zawsze można było liczyć na Pana wsparcie i bezinteresowność. Dawał Pan świadectwo temu, iż jest Pan dobrym i wartościowym człowiekiem, zarażał nas Pan pogodą ducha, otwartością, życzliwością, identyfikował się z naszą-Pana szkołą. Dlatego dzisiaj wszyscy czujemy smutek i żal. Pocieszamy się tym, że widocznie tam był Pan bardziej potrzebny. Panie Dyrektorze pozostanie Pan na zawsze w naszej pamięci i modlitwie. Spoczywaj w spokoju." - podała społeczność ZSRCKU w Wojsławicach. Zmarły Wiesław Sobociński kierował tą placówką od 1 września 1973 roku do 31 sierpnia 1999 roku.
- To bardzo smutna wiadomość - mówi Anna Majchrzak, nauczycielka z ZSRCKU, która jako jedna z niewielu obecnie pracujących w tej placówce pamięta Wiesława Sobocińskiego jako swojego przełożonego.
-To był tytan pracy. Pierwszy do szkoły przychodził i jako ostatni wychodził. Nie było w tamtych czasach informatyki i komputeryzacji, a pan Wiesiu wszystko wiedział o szkole. Miał jej logistykę zapisaną w notesie i w głowie. Najpierw w jego życiu była szkoła w Wojsławicach, a potem rodzina i dom. To był człowiek o wyjątkowej kulturze osobistej. Z ogromnym wyczuciem na innych. Wyznawał zasadę, zwłaszcza w czasach komuny, że co zostało powiedzione w jego gabinecie, tam też zostaje. W tych czterech ciasnych ścianach. Cechowała go też po prostu przyzwoitość, był przychylny wielu pomysłom, które mogły nagłośnić pracę naszej szkoły. Zawsze słyszałam od Niego "Ja pomogę". Pamiętam, że miał fenomenalną pamięć do uczniów, od tych słabszych i do tych najlepszych. Mogli o swoich przewinieniach po latach usłyszeć od niego podczas zjazdów jubileuszowych naszej szkoły. Oni czasem już o tych "przeskrobkach" nie pamiętali, a dyrektor Sobociński im po latach przypominał w żartobliwych anegdotach: "pan palił na zapleczu", a "pan to lekcji nie lubił chyba, bo tych absencji to było tyle, że matura wisiała na włosku" - mówi w rozmowie z siewie.tv Anna Majchrzak, nauczycielka z ZSRCKU w Wojsławicach, która zaczynała pracę, kiedy zespołem kierował W. Sobociński.
Jak zapowiedział także w rozmowie z siewie,tv dyrektor wojsławickiego zespołu szkół Ireneusz Stasiak, jesienią tego roku, wstępnie we wrześniu planowana jest w szkole - jeśli na to pozwolą warunki epidemiologiczne, związane z obecnym koronawirusem - większa uroczystość upamiętniająca śmierć Wiesława Sobocińskiego. Szczegóły podane będą na stronie ZSRCKU. Data będzie powiązana z rocznicą 82. urodzin zmarłego dyrektora.

KaMi S

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyGdy mi ciebie zabraknie...

Autobus z wycieczką zbliża się do granicy.
– Piwo! Siku! – po raz któryś z rzędu rozweseleni wycieczkowicze zmuszają kierowcę do zatrzymania.
Po dłuższej chwili, gdy już z powrotem zajęli miejsca w autokarze, kierowca pyta głośno:
– Czy kogoś nie brakuje?
Cisza. Po przekroczeniu granicy do kierowcy podchodzi mężczyzna i lekko bełkocząc mówi:
– Kurde, nie ma mojej żony...
– No przecież – mówi ze złością kierowca – przed odjazdem pytałem, czy kogoś wam nie brakuje!
Na to facet:
– Ale mnie jej nie brakuje, tylko mówię, że jej nie ma...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u