Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Aktualności Cała prawda o śmierci Ireny Dziedzic, prowadzącej TELE-ECHO po śledztwie zduńskowolanki?

Cała prawda o śmierci Ireny Dziedzic, prowadzącej TELE-ECHO po śledztwie zduńskowolanki?

dziedzic1Tele-Echo, Echo, echo, echo...pm, pam, pam.... (zajawka na: https://www.youtube.com/watch?v=g2TbqJzNxyc). Czy są jeszcze wśród naszych Czytelników ci, którzy pamiętają ten sygnał? Na to liczymy. Choć od ostatniego odcinka tego program minęło już 39 lat! Ale swego czasu były przez parę lat powtarzane jego reemisje. Program oglądała wówczas cała Polska.

 

W ciągu 25 lat pierwszy polski talk show doczekał się ponad 800 odcinków. Niestety, większość nagrań została zniszczona zaraz po emisji. Tłumaczono to wówczas w telewizji... brakiem taśmy filmowej. Dziś w czasach cyberprzestrzeni nie do pomyślenia! Na szczęście niektóre kawałki odcinków ocalały. Można je przejrzeć np. na YT. Przypomina także o tym programie, a właściwie o prowadzącej go prezenterce ze Zduńskiej Woli młoda dziennikarka śledcza, obecnie związana z Polską Agencją Prasową. Ona sama nie ma nawet tylu lat, ile minęło od ostatniej emisji Tele- Echa. Ale krok, po kroku dotarła do kulisów życia i śmierci swego czasu guru w polskim dziennikarstwie telewizyjnej publicystyki. Chodzi o Irenię Dziedzic. Zmarłej w wieku 93 lat, oficjalnie 5 listopada 2018 roku, prezenterce telewizyjnej - pomysłodawczyni i prowadzącej wspomniane TELE-ECHO. Ten, jak przypomina Hanna Dobrowolska, autorka m.in. opublikowanej w październiku 2019 r. książki "Wnuczkowa mafia" (https://www.siewie.tv/artykuly/aktualnosci/10532-qwnuczkowa-mafiaq-autorstwa-zduskowolanki-debiutuje-na-rynku ), program gościł na antenie TVP od 26 marca 1956 do końca marca 1981 roku. Dziedzic ,,przepytała'' przez to ćwierćwiecze ponad 12,5 tysiąca gości! I raczej żaden inny program w tej kategorii kontaktu z respondentem nie pobije w Polsce długo Tele-Echa. Nawet Wiadomości! Bo to nie ten poziom... Na świecie dłużej emitowany jest w kategorii talk-show tylko "Oprah Winfrey Show." Od roku 1986. Do dziś.
Sam zgon Dziedzic nie był do końca czytelny i jasny. Wszczęto wówczas śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga. Ale jej śmierć, o której w mediach informacja pojawiła się wiele tygodni po zgonie, wzbudziła wiele pytań . Służby śledcze tym razem nie pozostały głuche na wpisy w mediach społecznościowych.... Pojawiły się pogłoski, że schorowana już ponad 90-letnia kobieta zawierzyła wcześniej oszustom i straciła nie tylko życie, ale i cały majątek. Na korzyść osób, które jej wiek, choroby i wiarę w ludzi niecnie wykorzystały. Warunki w jakich zmarła mrożą krew. A także warunki, w jakich żyła w ostatnich dniach dniach życia. To postanowiła sprawdzić dziennikarka PAP.

Forever and ever (na zawsze)?

Internauci po śmierci Ireny Dziedzic pisali głównie w mediach społecznościowych "Forever and ever" ( czyli pozostaniesz w naszej pamięci na zawsze). Starsze pokolenie na pewno pamięta tę zadbaną Irenę Dziedzic z weekendowych spotkań w TVP w pierwszym programie, no i z nienagannej polszczyzny. Otoczenie Tele-Echa z respondentami przypominające salony Ludwika XV, z bukietami przepięknych kwiatów w wazonach w tle i jej przepiękne stroje oraz fryzury (a fryzjera miała od 1948 roku tego samego, był to Gabriel Sielski - przyp. siewie.tv), niezmienione przez niemal trzy dekady. Fryzura i makijaż były ponoć jej piętą achillesową. Zawsze dbała o swój wizerunek. Zwłaszcza podczas Festiwalu Piosenki Interwizji w Sopocie, w 1979 roku, gdzie jako prowadząca ten festiwal, tańcząc do utworu Forever and ever z Demisem Rousossem, ani jeden włos (mimo niepogody i wiatru!) nie poruszył się na jej głowie (https://www.youtube.com/watch?v=GFOg3YFkq3M&list=RDGFOg3YFkq3M&start_radio=1&t=137m ). Okazuje się jednak, że ostatnie lata diwy polskiego dziennikarstwa publicystycznego, bo takiego słowa nie boimy się użyć, nie były tak barwne, jak to co można było wcześniej zobaczyć na ekranie. A dodajmy, że w czasach PRL-u prowadzony przez nią program był jednym z najbardziej popularnych. Wieczorami, niemal jak podczas Wyścigu Pokoju, czy czwartkowych emisji Teatru Sensacji Kobra, zamierały ulice w miastach i wsiach, a ludzie pędzili do domów, by zobaczyć, kogo tym razem na "tapetę" wzięła Irena Dziedzic. A było to swego czasu grono tak zacne. że warto wspomnieć m.in. Aleksandrę Śląską, Edwarda Dziewońskiego i Gabriela Sielskiego (1956), czy Janusza Gajosa (1967). Podczas rozmów pani Ireny z zaproszonymi można było dowiedzieć się niemal wszystkiego o ich życiu prywatnym i zawodowym. Choć nie była natarczywa, ale swoim urokiem "otwierała usta" gościom. W drugiej połowie lat 60. była jedną z twarzy "Dziennika Telewizyjnego". Prowadziła także Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie, a później przemianowany na Festiwal Interwizji. Miała również przygodę z aktorstwem. Zagrała w filmach "Jutro premiera" Janusza Morgensterna i "Polowaniu na muchy" Andrzeja Wajdy. Jako ona sama wystąpiła w serialu "Wojna domowa", w komedii "Kłopotliwy gość" i w filmie "Szczur". Była autorką książki "Ja. 99 pytań do mistrzyni telewizyjnego wywiadu". Warto dodać, że prowadzony przez nią show był pierwszym w historii telewizji polskiej programem publicystycznym nadawanym (od 1968 roku) w kolorze! Teraz to norma. Wówczas w kolorze sygnał tv odbierali nieliczni, których było stać, bądź mieli dzięki przychylności władzy talony za zakup radzieckiego kolorowego telewizora marki Rubin ( https://tvn24.pl/wroclaw,44/pierwszy-telewizor-kolorowy-we-wroclawiu-pojawil-sie-w-1971-roku,596479.html?h=1fcf), bądź Ametysta lub Neptuna...

Po trwającej od października 1983 r. do września 1991 r. przerwie prezenterka prowadziła program "Wywiady Ireny Dziedzic". W 2006 roku na Irenę Dziedzic, już sędziwą emerytkę, posypały się kalumnie. Znalazła się wtedy na opublikowanej w mediach liście dziennikarzy, którzy rzekomo współpracowali ze służbami PRL. Także IPN twierdził wtedy, że dziennikarka była "... agentką służb w latach 1958-1966". Jej pseudonim miał rzekomo nosić nazwę “Marlena”. W 2010 roku, wyrokiem sądu dziennikarka została uznana za kłamcę lustracyjnego. Ale w 2011 roku wyrok został uchylony przez Sąd Apelacyjny. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga orzekł jednak, że nie ma dowodów na to, że Irena Dziedzic rzeczywiście współpracowała ze służbami z czasów "peerelu". Te zdarzenia i sprawy sądowe dla wówczas liczącej grubo na ponad 80 lat Irenie Dziedzic odbiły się na jej zdrowiu i kondycji psychicznej. Już w 1991 roku pani Irena na dobre rozstała się z zawodem dziennikarki. W 2006 roku zaczęła pisać bloga, jednak od kilku lat jest nieaktywny. Można zobaczyć tylko archiwalne wpisy i komentarze, które na ogół są bardzo uprzejme i pełne uznania dla dawnej gwiazdy telewizji. "Wychowywano mnie na żonę i matkę, ale zrobiłam wiele, by być kobietą niezależną. Przede wszystkim od mężczyzny" - mówiła pod koniec XX wieku Irena Dziedzic. Choć z TVP rozstała się kile lat temu, jej legenda wciąż była żywa. Przez swoją karierę wśród jednych budziła uznanie i sympatię, u innych zazdrość i pogardę. Wszyscy zapamiętamy ją jako kobietę pełną klasy. Porównywano ją potem do klasy ubioru i zachowania z Jolanty Kwaśniewską. Z czego była duma. Niestety..
W 2015 roku, kiedy skończyła 90 lat żyła już w cieniu mediów. Nie udzielała się publicznie. Unikała wywiadów. Miała wtedy najniższą w Polsce emeryturę, około 900 złotych. A mieszkała w Warszawie, na Saskiej Kępie, gdzie ceny były i wciąż są wysokie, nawet jak na stolicę. W tabloidach plotkarskich pojawiały się wówczas wypowiedzi osób rzekomo z nią zaprzyjaźnionych, które twierdziły, że nie ma za przeżyć. Nikt wówczas jednak z telewizji publicznej , której swego czasu była niekwestionowaną gwiazdą, nie zadeklarował pomocy dla seniorki. A potem stało się, jak się stało... Przyszli do niej Judasze!!! Jak podaje w swoim reportażu dla PAP zduńskowolanka, o Irenie Dziedzic: "Kochała parówki, chociaż nie znosiła mięsa. Mimo ogromnych długów, wierzyła, że jest bogata i stać ją na wszystko. Miała ciężki charakter, robiła awantury, gdy coś szło nie po jej myśli. Lubiła być na bieżąco, czytała gazety i godzinami wpatrywała się w ekran telewizora głośno komentując współczesne dziennikarki. Utrata pracy po aferze lustracyjnej złamała jej serce. Irena Dziedzic zmarła prawie dwa lata temu, a jej śmierć owiana była tajemnicą. Nie brakowało teorii spiskowych. Mówiono, że została otruta, że ktoś ją zepchnął ze schodów. Napisałam Wam jak było naprawdę. Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Ireny Dziedzic. Śledczy odtworzyli ostatnie miesiące życia byłej gwiazdy telewizji."

Cała prawda o śmierci Irenie Dziedzic?

Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe umorzyła pod koniec sierpnia śledztwo w sprawie m.in. nieumyślnego spowodowania śmierci Ireny Dziedzic. Prezenterka telewizyjna zmarła w listopadzie 2018 roku w wieku 93 lat. Okoliczności jej odejścia, podobnie jak ostatnie lata życia, owiane były tajemnicą. Dziennikarka PAP Hanna Dobrowolska dotarła do materiałów śledztwa. W ostatnich tygodniach życia Irena Dziedzic wypłaciła z konta sporą sumę Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie śmierci Ireny Dziedzic (właśc. Sylwia Irena Dziedzic) po blisko dwóch latach od odejścia prezenterki "Tele-Echa". Postępowanie prowadzone było w kierunku nieumyślnego spowodowania jej śmierci, ale także w związku z podejrzeniem oszustwa.

W ostatnich tygodniach życia Irena Dziedzic wypłaciła z konta sporą sumę pieniędzy i podpisała notarialnie dokumenty upoważniające opiekującą się nią kobietę do jej rachunku bankowego, a także do reprezentowania Dziedzic w urzędach, sądach czy placówkach służby zdrowia. Prokuratura badała także wątek ewentualnego przekroczenia uprawnień przez notariusza, który te umowy przygotował. W momencie sporządzania dokumentów, Dziedzic miała być "nieświadoma znaczenia podejmowanych czynności" ze względu na pogarszający się stan zdrowia. W materiałach śledztwa, do których dotarła PAP, napisano "brak czynu zabronionego". Zanim śledczy doszli do takiego wniosku, wykonano szereg ustaleń oraz badań, w tym toksykologicznych.

O śmierci Ireny Dziedzic poinformowano dopiero dwa miesiące później

Prezenterka zmarła 5 listopada 2018 roku w wieku 93 lat, ale informację przekazał dopiero 12 stycznia 2019 roku ks. Andrzej Luter z kwartalnika "Więzi". 14 stycznia Dziedzic została pochowana na cmentarzu w Laskach. Śledczy ustalili, że Irena Dziedzic mieszkała na Saskiej Kępie samotnie i miała kłopoty finansowe. 29 września 2012 roku zawarła notarialnie "umowę dożywocia" z obcym dla niej Bogdanem B. Zgodnie z zapisem umowy, został on właścicielem budynku wypłacając Dziedzic 235 tysięcy złotych oraz 4.500 złotych każdego miesiąca, aż do jej śmierci. Według jego zeznań, Dziedzic "nie miała rodziny i nie miał jej kto pomóc", ale prezenterka nie oczekiwała od właściciela wsparcia na co dzień. B. pozostawał w kontakcie z sąsiadem Dziedzic, "na wszelki wypadek". Telefon zadzwonił 23 października 2018 roku.

Dziedzic miała niezdjęte szwy po złamaniu i operacji nogi sprzed kilku miesięcy

Sąsiad przekazał B. informację, że Irena Dziedzic jest w bardzo złym stanie, a w jej domu przebywa "jakaś pani doktor o imieniu Basia" i opiekunka z Ukrainy. Bogdan B. miał też uzyskać informację, że wspomniana w rozmowie "pani Basia" przyprowadzała do domu Dziedzic notariusza. Właściciel zeznał później, że zastał prezenterkę przytomną, ale kontakt z nią był utrudniony, "przeplatała rzeczy prawdziwe z urojonymi". Zmartwieni stanem Ireny Dziedzic sąsiad oraz właściciel domu próbowali umówić domową wizytę lekarską dla prezenterki. Gdy wrócili, zastali lokatorkę ciężko oddychającą, leżącą na złożonej kanapie pod kocem. Ubrana była w koszulę nocną, spała - powiedział świadek. W jego ocenie warunki, w których żyła Dziedzic były "urągające", prezenterka miała "przebywać w ciemności". Okazało się także, że 93-latka miała niezdjęte szwy po złamaniu i operacji nogi sprzed kilku miesięcy. Bogdan B. zawiadomił prokuraturę. 25 października Irena Dziedzic została zabrana przez pogotowie ratunkowe do Szpitala Grochowskiego. Jak wynika z załączonej do akt śledztwa dokumentacji medycznej, powodem hospitalizacji była przewlekła niewydolność krążenia z bradykardią, czyli zbyt wolno bijącym sercem. Początkowo stan zdrowia Dziedzic miał się poprawiać, ale 4 listopada sytuacja uległa zmianie. Według zeznań jednego ze świadków pokrzywdzona nie chciała wracać do domu, traciła kontakt z rzeczywistością. Zgon stwierdzono 5 listopada o godzinie 13.

"Mieszkanie było brudne, zarobaczone, panował fetor"

Prokuratura przesłuchała "panią Basię" w związku w kontrowersjami pojawiającymi się wokół jej osoby. Okazało się, że kobieta, która w ostatnich miesiącach życia towarzyszyła Dziedzic i dbała o jej zdrowie, jest lekarzem i poznała gwiazdę "Tele-Echa" w przychodni. Kobiety zaprzyjaźniły się, gdy "pani Basia" wysłuchała problemów Dziedzic związanych z postępowaniem lustracyjnym w IPN. Świadek zeznała, że dla niej Irena Dziedzic była "idolką" i "sławną dziennikarką". Opiekowała się 93-latką, gdy ta wiosną 2018 roku złamała nogę i leżała w szpitalu na Wołoskiej. "Pani Basia" - jak zeznała - przygotowała dom Ireny Dziedzic na jej powrót ze szpitala. Z jej zeznań wynika, że w domu na Saskiej Kępie nie było pościeli ani łóżka. Mieszkanie było brudne, zarobaczone, panował fetor, nie było ani jednej rzeczy nadającej się do ubrania. Naczynia były brudne, kuchenka gazowa uległa rozszczelnieniu i ulatniał się gaz - zeznała. Lekarka poinformowała, że do domu zgłaszali się różni wierzyciele, którzy domagali się zapłaty za wykonane usługi, przychodziły też bardzo wysokie rachunki. Okazało się, że emerytura Dziedzic jest zajęta przez komornika. Dlatego "pani Basia" poprosiła o upoważnienie jej do rachunków bankowych, na które Bogdan B. przelewał pieniądze sławnej lokatorce. Według świadka Irena Dziedzic rozumiała, jakie dokumenty podpisała notarialnie. Odpowiadała, że rozumie. Samą siebie tylko pilnowała, żeby podpisać się imieniem Sylwia - zeznała świadek. Potwierdziła to także notariusz Anna Z., która oceniła Dziedzic jako "bardzo sprawną intelektualnie".

"Trzymała pozę gwiazdy, którą cały czas się czuła"

Barbara W. zatrudniła dwie opiekunki z Ukrainy, które zajmowały się Ireną Dziedzic, dbały o porządek w domu, podawały lekarstwa. Pokrzywdzona miała przy łóżku zamontowany dzwonek, by mogła w każdej chwili wezwać pomoc. Według lekarki, 93-latka do końca swoich dni zachowywała się logicznie, nie pozwalała niczego ze sobą robić bez wyraźnej zgody, dopisywał jej apetyt. Jak zeznała jedna z opiekunek, codziennie dopominała się parówek na śniadanie, chociaż poza nimi nie jadła w ogóle mięsa. - Trzymała pozę gwiazdy, którą cały czas się czuła. Chwaliła się, że nie robiła żadnych operacji plastycznych. Sprawiała jednak wrażenie, że ma żal do całego świata, że została wyrzucona z telewizji. Oglądała telewizję i komentowała - zeznała "pani Basia". Według jej relacji Dziedzic "nie była spokojną osobą". Żyła w przeświadczeniu, że ma dużo pieniędzy i stać ją na wszystko. Zażyczyła sobie np. zestawu do manicure. Dostawała furii, gdy mówiłam, że na coś brakuje pieniędzy - zeznała lekarka. Barbara W. uważała, że należycie opiekowała się pokrzywdzoną, "żadnych jej środków nie przeznaczyła na swoje potrzeby", często "dokładała z własnej kieszeni" i czuła się "wypędzona" przez Bogdana B. w dniu 25 października.

Wyniki badań toksykologicznych

Badania toksykologiczne potwierdziły u Dziedzic obecność leków, odpowiadającą "terapeutycznym stężeniom", a z opinii sekcji zwłok pokrzywdzonej wynika, że zmarła w wyniku przewlekłych wielonarządowych zmian chorobowych, czyli z przyczyn naturalnych. Śledztwo zostało umorzone 28 sierpnia, po tym jak w udało się przesłuchać przebywające na Ukrainie opiekunki Ireny Dziedzic. O zakończeniu postępowania w miniony piątek poinformował portal fakt24.pl. Prokurator zaznaczył, że "w ostatnim okresie swojego życia osoby życzliwe pokrzywdzonej zapewniły jej odpowiednią i adekwatną do jej stanu zdrowia opiekę oraz zabezpieczyły i zaspakajały potrzeby bytowe, osobiste i materialne". Na postanowienie o umorzeniu postępowania przysługuje zażalenie. Nikt takiego zażalenia do poniedziałku 14 bm. nie złożył.

Jedna z największych gwiazd telewizji

Irena Dziedzic urodziła się 20 czerwca 1925 r. w Kołomyi (dziś Ukraina). Przed II wojną światową była uczennicą żeńskiej szkoły podstawowej, wychowanką w internacie sióstr Felicjanek we Lwowie. Maturę zdała eksternistycznie w Krakowie. Pracę zawodową rozpoczęła w 1946 r. w "Echu Krakowa" . Później zatrudniła się na krótko we wrocławskim "Słowie Polskim". Od 1948 r. pracowała w Warszawie. Poocząkkowo jako depeszowiec w "Głosie Ludu", a następnie w "Expressie Wieczornym". Od 1952 r. pracowała w Polskim Radiu. W 1956 r. pojawiła się w TVP, gdzie przez 25 lat (do kwietnia 1981 r.) tworzyła i prowadziła program publicystyczno-rozrywkowy Tele-Echo. W latach 1965-1968 była także jedną z trojga prowadzących Dziennik TV. W latach 1977-1981 była ponadto twórcą i kierownikiem redakcji kulturalnej w Dzienniku TV. Po trwającej 2,5 roku od października 1983 r. do września 1991 r. przerwie prowadziła program "Wywiady Ireny Dziedzic". Wystąpiła w kilku filmach. Była autorką książki "Teraz Ja. 99 pytań do mistrzyni telewizyjnego wywiadu". Przez cztery lata (2002-2006) co tydzień można było słuchać jej publicystycznych felietonów pt. "Punkt widzenia" w Programie I Polskiego Radia. Po felietonie, w którym mówiła o lustracji, ze współpracy zrezygnowano.

TW "Marlena"?W 2006 r., gdy media wymieniły jej nazwisko wśród dziennikarzy, którzy w czasach PRL mieli być tajnymi współpracownikami SB, wystąpiła o autolustrację. W 2013 r. Sąd Apelacyjny prawomocnie uznał, że nie była kłamcą lustracyjnym. W 2014 roku Sąd Najwyższy potwierdził wyrok SA, oddalając kasację prokuratora generalnego. Według IPN w latach 1958-66 Dziedzic była agentką kontrwywiadu MSW jako TW "Marlena". Ona sama wiele razy mówiła o nachodzeniu jej przez SB, utrudnianiu jej pracy zawodowej i fabrykowaniu akt. Uznała się za wieloletnią ofiarę tajnych służb, bo sprawa jej rzekomej współpracy miała być zemstą wysokiego oficera służb za to, że w latach 50. nie chciała z nim zatańczyć, a potem poskarżyła się do KC PZPR, że za odmowę przetrzymano ją przez całą noc na komendzie.

Źródło: PAP, autor Hanna Dobrowolska

Opr. Kami S Podobne: po nagłośieniu przez H. Dobrowolską:
https://www.youtube.com/watch?v=Nf2dRNf7t3Q
https://www.youtube.com/watch?v=oFxpDy8C68s
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-09-13/tajemnicza-smierc-ireny-dziedzic-nie-miala-rodziny-i-nie-mial-jej-kto-pomoc/
https://kobieta.onet.pl/tajemnicza-smierc-ireny-dziedzic-kulisy-sledztwa-i-ostatnich-miesiecy-zycia-gwiazdy/e925tw4

Fot, arch. TVP/ FB, fani I, Dziedzic

dziedzic3

dziedzic2

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyTaki tam zbieg okoliczności...

Policjant zatrzymuje samochód, którym jadą trzy osoby: mąż i jego młoda żona oraz dziadek żony.
- Przepraszam, panie kierowco, poproszę pańskie dane, ponieważ jest pan tysięcznym kierowcą, który właśnie przejechał niedawno oddany do użytku odcinek tej drogi.
Firma budowlana, która drogę wykonała, ufundowała nagrodę pieniężną; tysiąc złotych dla tysięcznego kierowcy!
Zanim kierowca ochłonął, pojawił się reporter radiowy z pytaniem:
- Jeśli można wiedzieć, na co wyda pan te wygrane pieniądze?
Po chwili zastanowienia kierowca odpowiada;
- No cóż, chyba wreszcie zrobię prawo jazdy...
Na to jego żona: - Nie słuchajcie go panowie, on tak zawsze lubi głupio żartować kiedy za dużo wypije!
W tym momencie budzi się dziadek i widząc policjanta zauważa:
- A mówiłem, że skradzionym samochodem daleko nie zajedziemy...!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u