Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Aktualności Groźny pożar w Zduńskiej Woli

Groźny pożar w Zduńskiej Woli

pazarzdw1Do groźnego pożaru doszło w piątek w godzinach popołudniowych w Zduńskiej Woli. Z nieustalonych jeszcze przyczyn zapalił się budynek handlowy na skrzyżowaniu ulic Pomorskiej i Szadkowskiej, w którym mieścił się punkt Lotto i dwa sklepy mięsne. W akcji gaśniczej brało udział kilka jednotek straży pożarnej. Strażacy na miejsce tragedii ściągnęli podnośnik. Gaszenie szybko rozprzestrzeniającego się ognia utrudniał silny wiatr. Na czas akcji zamknięty został ruch na obu ulicach. Nie wiadomo jeszcze co było przyczną pożaru i jakiej wysokości straty ponieśli dotychczasowi najemcy lokali handlowych.

Mieszkańcy okolicznych bloków, którzy przyglądali się akcji nie kryli zdziwienia, że doszło w tym miejscu do pożaru.

- Ogrodzenie od lat było wokół pawilonu uszkodzone. Stała tam stara wersalka. Okoliczni żule lubili sobie tam przesiadywać. Często odbywały się tam alkoholowe libacje. Być może któryś zaprószył ogień i niszczęście gotowe - rozumuje pani Barbara z bloku przy ulicy Szadkowskiej 24.

Gęsty dym w tej części miasta utrzymywał się przez kilka godzin.

Jak na ironię ocalała latryna...
To jedno z niewielu pomieszczeń, jakie niemal w całości ocalało po wczorajszym (piątkowym) pożarze w pawilonie na skrzyżowaniu ulic Pomorskiej i Szadkowskiej w Zduńskiej Woli. Dotychczasowi najemcy mieszczącch się tam lokali handlowych od świtu rozpoczęli przegląd pogorzeliska.

- Trudno oszacować straty. Ocalało kilka doniczek, parę narzędzi. Przepadł towar wart kilkadziesiąt tysięcy - wstępnie ocenia szkody właściciel sklepu z akcesoriami ogrodnicznymi.

- Kiedy usłyszeliśmy, że pawilon się pali, człowiek łapał co wpadło w ręce. Teraz już wem, że wynosiliśmy mało warte rzeczy, a te najcenniejsze strawił ogień. Nawet jak już chciałam wrócić do sklepu po te bardziej wartościowe, strażacy się nie zgodzili. Zresztą nie wiem, czy dałabym radę. Dym gryzł w oczy, dusił - opowiada pracownica sklepu ogrodniczego.

Z liczącego kilkadziesiąt metrów kwadratowych sklepu ogrodniczego ocalały poza doniczkami drobiazgi. Całe wyposażenie strawił ogień.

Niewiele zostało także z mieszczącego się po sąsiedzku punktu Lotto.

- Ale za to ocalała latryna -mówi ze smutkiem pracownica punktu.

- Co dało się wynieść, zalano wodą podczas akcji gaśniczej. Przydałby się jakiś kontener. Może jeszcze pod zgliszczami są jakieś cenniejsze przedmioty z wyposażenia. Ale nikt nam nie pomaga - wzdycha i pakuje do worka resztki zabawek, które punkt też miał w swojej ofercie.

Pożar w piątek ok. 15.20 zauważyła pracownica jednego ze sklepów mięsnych przy ul. Pomorskiej. Ona też powiadomiła straż pożarną.

- Widziałam, jak po piętnastej, może koło wpół do czwartej jechał na sygnale jeden wóz. Odbierałm wnuka z pobliskiego przedszkola - przypomina sobie, patrząc na krzątających się po pogorzeslisku ludzi pani Halina. - Ludzie mówili, że pali się jakaś wersalka - dodaje kobieta.
- Tak, jasne! Przyjechali i odjechali. A wtedy ogień dopiero wybuchł na tyle sklepu - wtrąca młody mężczyna, znajomy pogorzelców.

- Strażacy źle gasili. Od złej strony. Powinni zalewać wodą tę część nad sklepem ogrodniczym. Tam pod dachem była słoma. A tak....- rozkłada ręce - zniszczeń jest o wiele więcej niż się spodziewaliśmy.

W 4 punktach handlowych pracę od wielu lat miało 10 osób. Co z nimi dalej będzie?

- Wolę nie myśleć na razie o tym. Ale to dla nas wszystkich wielka tragedia. Budynek nie był nasz, należał do PSS-u - wajaśnia jeden ze sprzątających.

Pogorzelcy nie kryją rozgoryczenia. Na teren wokół pawilonu mógł wejść każdy. Niedomknięta brama, popękany parkan były przepustką dla okolicznych żuli.

- To wina administratora. Trzeba mieć trochę wyobraźni, znając realia tych ulic. Naniosło się tutaj w ostatnich latach dziadostwa. Nieletni za zgodą matek palą papierosy i kupują dla nich wińska i piwa. Jest w jeszcze paru okolicznyh sklepach przyzwolenie na takie zakupy. To co się dziwić. Poszły małolty albo żule. Popili, zapalili i spalili. Co niektórzy nawet się chwalą, że wczoraj tutaj sobie popalali. A żal im jedynie tej wersalki, co się spaliła. Bo będę musieli na kamieniach wysiadywać! - nie kryje oburzenia jedna z kobiet, mieszknka ul.Pomorskiej.

Pogorzelcy liczyli też na pomoc służb miejskich podczas akcji porządkowej.

- Straż Miejska mogłaby pomóc w pilnowaniu, aby nie rozkradali tego, co ocalało. Ale nikt się nami nie interesuje. Tylko podatki potrafią brać - ze łzami w oczach rozumuje jedna z poszkodwanych.

Przyczyny pożaru ma wyjaśnić zdńskowolska policja. Branych pod uwagę jest wiele wersji, w tym ta, że ogień został zaprószony na stojącej na tyłach pawilonu wersalce. Budynek nie nadaje się do ponownego uruchomienia tam działalności gospodarczej. Mówi się, że wymaga wyburzenia. Jeden z gapiów, przedstawiciel agencji obrotu nieruchomościami stwierdził, że straty sięgnąć mogą nawet 400 tys.zł.


Ewa Dobrowolska
Korespondet siewie.tv ze Zduńskiej Woli



Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyRefleksyjna przygoda u dentysty

Siedziałam w poczekalni u dentysty, do którego przyszłam po raz pierwszy. Z nudów rozglądałam się. Zauważyłam na ścianie dyplom ukończenia studiów, na którym figurowało jego imię i nazwisko. Wtedy przypomniał mi się wysoki, przystojny, ciemnowłosy chłopak o tym samym imieniu i nazwisku, który chodził ze mną do tego samego liceum jakieś 30 lat temu.
Czyżby mój nowy dentysta był tym chłopakiem, w którym się nawet trochę podkochiwałam?
Jednak kiedy go zobaczyłam, szybko porzuciłam te myśli.
Ten prawie łysy facet z siwymi włosami, wydatnym brzuszkiem i twarzą pełną zmarszczek był zbyt stary, by mógł być moim kolegą ze szkoły.
A może jednak? Po tym, jak mi przejrzał zęby, zapytałam go, czy nie chodził przypadkiem do XXVI LO.?
Tak. Owszem, chodziłem i byłem nawet jednym z najlepszych uczniów, zarumienił się.
A w którym roku Pan zdawał maturę? - zapytałam.
- W siedemdziesiątym czwartym. A dlaczego Pani pyta?
- Ach, to Pan był w mojej klasie! - powiedziałam zachwycona.
Wtedy dentysta zaczął mi się uważnie przyglądać.
Po chwili ten grubawy, pomarszczony staruszek zapytał:
- A czego Pani uczyła?...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u