Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Aktualności "Pędzlem, piórkiem, rowerem i na piechotę". Zduńska Wola w pracach Stanisława Klingera

"Pędzlem, piórkiem, rowerem i na piechotę". Zduńska Wola w pracach Stanisława Klingera

11391284_841272372617872_4603759776043839061_nTa wystawa miała być udostępniona podczas tegorocznych Dni Zduńskiej Woli. Niestety pogoda spłatała organizatorom psikusa. Ale nic straconego! Prace zmarłego 25 lutego tego roku zduńskowolskiego rysownika, malarza i muzyka Stanisława Klingera prezentowane są w Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola. Pośmiertna wystawa "Pędzlem, piórkiem, rowerem i na piechotę" dostępna jest dla zwiedzających do końca lipca. Siewie.tv szczególnie poleca tę ekspozycję!

 

Stanisław Klinger (ur. 24 lutego 1932 roku w Łodzi, zm. 25 lutego 2015 roku w Zduńskiej Woli) to jeden z największych zduńskowolskich regionalistów, który pragnął ocalić od zapomnienia piękno regionu. W jego pracach, wykonanych ołówkiem, piórkiem i pędzlem, można znaleźć zabytki, przyrodę, architekturę. W swoich rysunkach uwieczniał przede wszystkim Zduńską Wolę i okolice. Wykonane przez artystę żłóbki i Groby Pańskie zdobiły kościoły, a jego prace - instytucje w mieście. Kochał muzykę, czemu dawał wyraz choćby w Kapeli Podwórkowej Szadkowiacy, w której występował przez 13 lat. Współtworzył zduńskowolskie muzea (MHM i Muzeum Księży Orionistów - przyp. siewie.tv), Izbę Regionalną w Wojsławicach (http://wojslawice.ksiezyc.pl/izba.html#), zachwycał opowieściami o Zduńskiej Woli. Stanisław Klinger jest autorem portretów w Galerii Niepospolitych Zduńskowolan w MHM Zduńska Wola (więcej na: http://www.muzeum.zdunskawola.pl/dr/node/498) . Za swoje zasługi dla kultury został uhonorowany m.in. Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Zasłużony dla Miasta Zduńska Wola, tytułem Zasłużony dla Miasta Zduńska Wola. Odszedł w wieku 83 lat.

Za życia z rowerem i lornetką przemierzał wioski i miasteczka, by w każdym miejscu odnaleźć i namalować coś wyjątkowego: dworki, stare kościółki, kapliczki, młyny wodne, wiatraki. Rysunkami, grafikami i obrazami starał się zatrzymać czas tak, aby przetrwała pamięć o ludziach, którzy w tych miejscach żyli, pracowali, przeżywali dobre i złe chwile. Podobnie i Zduńska Wola, jej ulice czy architektura, została uwieczniona przez niego w różnych momentach historii. Dzięki Klingerowi przenosimy się w lata 30. XX wieku pod zduńskowolski ratusz, gdzie zobaczymy gwarne, pełne życia centrum miasta, a na obecnej ulicy Złotnickiego znów pojawią się stojące w szeregach domy tkaczy, które dawniej nadawały niepowtarzalny klimat jednej z najstarszych części Zduńskiej Woli - Jurydyki.

- Byłem takim utrzymującym kulturę wizualną w Zduńskiej Woli, ale nie czułem się jakimś działaczem kultury. Robiłem to, bo mi pasowało i sprawiało przyjemność - mawiał Stanisław Klinger.
- Byłem kiedyś młody i malutki, bardzo przyjemnie żyło mi się na świecie, wszyscy się do mnie ładnie odnosili i myślałem, że tak będzie całe życie, a potem było tak, że nastała wojna i wszystko, co piękne kojarzyło mi się z przyrodą. Musiało być dużo zieleni, ogrodów dużo, owoców, łąk, kwiatów. Zainteresowały mnie gwiazdy, ptaki - wspominał.
- Ludzie w Zduńskiej Woli spotykali się jak było majowe, a to na majowych nabożeństwach, na nieszporach, na mszy, spotykali się przy kapliczkach, śpiewali pieśni. Na piaskach się spotykali - to były takie góry, dwa wielkie pasma gór piasku, takie wały, może miały po kilkaset metrów. To było między Porębami a Ogrodziskami i od Czechów się zaczynało, od strony Sieradza. Ten piasek został wykorzystany na bloki i na drogi. A tam pięknie było, to ludzie chodzili się opalać, tam było mnóstwo jałowców, i jak mieli już zlikwidować te góry, to ktoś wykopał wszystkie jałowce i z tych korzeni różne ozdoby robili. Taka była moda, wszystko było ładnie wyskrobane, wypolerowane. Ludzie uczestniczyli w różnych spotkaniach towarzyskich, rodzinnych. Nie było telewizora. Jak były imieniny, to wszyscy schodzili się do jakiegoś upatrzonego miejsca i tam rozmawiali, wódki nie pili za dużo, a na zakąskę naleśniki jedli i śpiewali piosenki piłsudczykowskie, czyli o ułanach. A jak taki ułan szedł, to wszystkie panny aż mdlały... - opowiadał jeszcze tak niedawno pracownikom zduńskowolskiego muzeum.
- Ja pamiętam ten stary Ratusz i co się działo wokół ratusza. Były targi, jarmarki. Jak Jurek Kozłowski wydrukował książkę o Zduńskiej Woli, to ja narysowałem taki obrazek - wspomnienia z tamtych lat, ale nie zdążyłem mu zanieść, bo On zdążył umrzeć. Ale ja to namalowałem - ten właśnie Ratusz. Jest Ratusz, a na tle jarmark i to jest podpisane - tak zapamiętałem jarmark w roku 1938. Ja miałem wtedy 7 lat. I są tutaj pokazane te wszystkie fragmenty jakie się działy na tym Rynku: jeden jak pijawki sprzedawał, drugi znowu tam coś, trzeci usiadł i robił remanent, a ten w ogóle śpi, jeden na kominie stoi na rękach - szukał w swojej pamięci wspomnień sprzed lat. - Chodziłem również do kina za rączkę z mamą i oglądałem np.: Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków w kinie na Królewskiej. Była jeszcze sala w straży pożarnej i były też sale w Ratuszu. Natomiast taka elegancka sala była w Ochotniczej Straży Pożarnej przy ulicy, w tej chwili Dąbrowskiego, z wyściełanymi stołami, fotelami z kurtyną, z zasłaniającą się sceną i tam były spektakle jakichś tam grup i Jasełka. Odbywały się tam także inne imprezy, na przykład ring stawiali i były zawody bokserskie - to było wiele razy. Zdarzało się też, że to po wojnie była taka moda, że w Polsce było kilku takich silnych chłopów i oni się nazywali ,,król żelaza'' i taki wchodził na tę salę, miał całą masę różnych gratów żelaznych, i on to wszystko giął w zębach, gryzł. To ja byłem na takich pokazach kilka razy. To było pieruńsko ciekawe - tak zapamiętał tamte dziecięce lata Stanisław Klinger.

Doskonale też zapamiętał wybuch II wojny światowej: - Był nalot na Zduńską Wolę, samoloty zbombardowały kilka obiektów w Zduńskiej Woli - Fabrykę Wiślica (taka wielka co się dwa tygodnie paliła aż do końca, czyli tam, gdzie jest teraz PKS). Potem rzucili bombę na kościół i znad kościoła ten sam samolot zajechał na ul. Sieradzką, na której ja mieszkałem, i zrzucił na raz dwie bomby. Jedną na dom moich rodziców. I te dwie bomby jak tak leciały, to się rozeszły i jedna upadła na dom, a druga upadła w podwórku. A ja - tak się złożyło - byłem akurat miedzy jedną a drugą bombą. Takie doły były... 16 metrów szerokie i 8 głębokie. I lawina piachu na głowę i Bóg wie, czego... A ja żyję i nic mi się nie stało. To taki miałem początek wojny - opowiadał. - Wszystko wyrównała wojna... Wypędziła wszystkich, a potem, po wojnie, to powstał naród, który się tylko cieszył, że się pozbyliśmy Niemców. Ruskie wojsko było witane z wielką radością jako wyzwoliciel. Tylko że jak ruskie wojsko wlazło, to wyleźć nie chciało przez wiele lat i zrobiło okupację sowiecką.

Podobne:
http://www.siewie.tv/artykuly/aktualnosci/3792-odeszli-stanisaw-klinger-i-konstanty-mdry-zduska-wola-stracia-dwoch-wielkich-ludzi
https://www.youtube.com/watch?v=3NVj-MWFszA
https://www.facebook.com/ewa.do.1?fref=photo
https://www.youtube.com/watch?v=3NVj-MWFszA

ED

Fot. MHM Zduńska Wola

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyUczę się...

Nauczycielka pyta Januszka:
- Dlaczego nie uczysz się polskiego?
- Uczę się, proszę pani, uczę!
- To skąd u ciebie tyle błędów ortograficznych?
- Bo ja się uczę na błędach...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u