Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Aktualności WIANEK ZWIEŃCZYŁ DZIEŁO. ŁAWECZKA STASIA KLINGERA UROCZYŚCIE ODDANA / FOTORELACJA/

WIANEK ZWIEŃCZYŁ DZIEŁO. ŁAWECZKA STASIA KLINGERA UROCZYŚCIE ODDANA / FOTORELACJA/

klinger023W niedzielę 24 bm. kilkuset zduńskowolan wzięło udział w uroczystym odsłonięciu Ławeczki Stasia Klingera na skwerze przy Zduńskowolskim Centrum Integracji Ratusz. Dokładnie w 87. rocznicę urodzin (a urodził się na łódzkich Bałutach) zmarłego przed czterema laty zduńskowolskiego artysty, rysownika, malarza, muzyka, poety, prozaika, autora pamiętników, znawcy astronomii i człowieka o wielu, wielu pasjach. Zapalonego rowerzysty i swego czasu miłośnika sportu oraz fana siłaczy, którzy tuż po wojnie odwiedzali miasto, które w 1934 roku przygarnęło rodzinę Klingerów z dwuletnim Stasiem. Jego ojciec, wówczas policjant w Łodzi właśnie tutaj się przeprowadził na ulicę Sieradzką, bo dostał służbowe przeniesienie. Ławeczkę z postacią Klingera - choć stoi już od jesieni ubiegłego roku - oddali oficjalnie w posiedzenie mieszkańcom wnuki Pana Stasia. A na głowie Klingera wieloletni przyjaciel artysty Leszek Kluska założył wianek z kwiatów.

 

Miejsce nie zostało wybrane bez powodu. Właśnie na placu Wolności mały Staszek podpatrywał w dzieciństwie Hermana Bertolda, malarza- prymistywistę, nazywanego nawet drugim Nikiforem Krynickim ( http://www.siewie.tv/artykuly/aktualnosci/341-nie-ma-grobu-zdunskowolskiego-nikifora-ale-zachowaly-sie-obrazy), który na skrawkach papieru, tekturze uwieczniał właśnie tam zduńskowolskie i wymyślone krajobrazy. Urodziny były nostalgiczne, ale nie były smutne, choć 25 lutego wypada 4. rocznica śmierci Bohatera wydarzenia. Przybyli do Ratusza zostali poczęstowani urodzinowym śmietankowym tortem. Mogli wcześniej obejrzeć kilkadziesiąt prac Stanisława Klingera. Na specjalnej ekspozycji zaprezentowano namalowane akwarelą, ołówkiem, piórkiem i węglem widoki często już nieistniejących kapliczek, wiejskich chat czy dworków. Muzeum Historii Miasta wypożyczyło także 64 portrety z Galerii Niepospolitych Zduńskowolan, także autorstwa Klingera. Choć wykonał ich 66. Dwa, w tym założyciela Zduńskiej Woli Stefana Prawdzic Złotnickiego, niestety, zaginęły. W sali widowiskowej zapełnionej do ostatniego miejsca zmieściło się ledwo ponad 300 widzów. I przybyli zapewne nie żałowali dwóch godzin wspominkowych.
Były wspomnienia i anegdoty Jego syna i wnuka. Opowiadali o "punkcie dowodzenia", czyli pokoju, w którym całą ścianę zajmowały instrumenty na których ten samouk grał:banjo, mandoliny, gitara, skrzypce, flety, harminijki ustne. Miał też swoje ciche lokum w piwnicy. Tam malował, rysował, tworzył szkice do kościelnych szopek bożonarodzeniowych, grobów pańskich na Wielkanoc, tworzył szkice portretów nagrobnych czy też realizował swoje pomysły dla przedszkoli, szpitala oraz Izby Muzealnej w Wojsławicach.
- Tata wciąż o czymś myślał, czasem nas mijał jadąc rowerem, a tych zjechał wiele, na przykład moją żonę na ulicy, Gdyby nie zakrzyknęła "Tato!" to by jej nie poznał. Taki był. Wciąż gdzieś gnał na rowerze i z głową w chmurach niemal. Czasem nam Go brakowało w domu. Dopiero parę lat przed jego odejściem daliśmy mu telefon komórkowy, żeby wiedzieć, gdzie jest. Przed wielu laty kontakt był bardzo trudny. Żeby wiedzieć gdzie jest: w Korczewie, Wojsławicach, muzeum czy w którymś kościele - wyznał jego syn. Wspominały go przedszkolanki z "Wesołej Trójeczki" z osiedla 1000-lecia: Genowefa Fijałkowska i jej następczyni Beata Wójcik. Pan Stasiu przez wiele lat współpracował z przedszkolem. Wykonał tam malunki na ścianach oraz wiele tablic, wciąż jeszcze wykorzystywanych podczas festynów. A wszystko za dobrą kawę, ciastka, a najchętniej za słodkie naleśniki.
Wspomnień wiele miała też Halina Hesse, z którą przez ponad 20 lat współpracował akompaniując podczas prób z Chórem "Złota Jesień", a potem razem grali w Kapeli Podwórkowej "Szadkowiacy". Pani Halina wyznała, o czym niewielu wiedziało, że Pan Stasio był swego rodzaju piratem radiowym, bo nagrywał nocami dla chóru utwory, z których wiele do dziś ten ma w swoim repertuarze. Był także fanem astronomii. - Czasami jak wieczorami przed jakimś występem "Szadkowiaków" niebo już pokryło się gwiazdami, On opowiadał nam jak się która nazywa, na jakie gwiazdozbiory patrzymy - wyznała ze wzruszeniem zebranym pani Halina. Przypomniała też o jego ucieczkach do lasu, gdzie z dala od zgiełku szkicował swoje obrazy, a zdarzało mu się też grać w leśnej głuszy na mandolinie. Nie kryła, że przez dwie dekady nie opuścił żadnej z prób chóru, nawet po wypadku, kiedy zranił nogi. - Przyszedł o kulach. Zwyzywałam Go, Zmusiłam do pójścia do lekarza. Tak myślę, bo niedługo potem znów miał wypadek, że sam sobie tę śmierć "wyprosił". A liczyłam, że dożyje co najmniej do setki - dodała.
Był także... quiz o Klingerze i jak się okazało widzowie wykazali się ogromną wiedzą o Jego życiu, pasjach i kolejach losu Pana Stasia. Nie mogło też zabraknąć piosenki "Złota kareta", która podczas występów Klingera za Jego życia została jakby do Niego przypisana. Pamiętają to doskonale absolwenci Zespołu Szkół Rolniczych w Wojsławicach, gdzie Pan Stasiu był częstych gościem. Teraz wykonał ją Zbigniew Godlewski, a wraz z nim śpiewała cała sala.
Urodzinowi goście wyszli z upominkami. Były to ołówki. Jak podkreślał prowadzący urodziny Tomasz Stolecki być może będą natchnieniem dla innych, aby rysować, uwieczniać krajobrazy zduńskowolskie dla potomnych, tak jak to czynił od lat dziecinnych Stanisław Klinger. Miło nam jest podkreślić, że w programie urodzinowym wykorzystano także archiwalne materiały siewie.tv. M.in. wywiad z Panem Klingerem o wigiliach ( https://www.youtube.com/watch?v=3NVj-MWFszA) oraz teledysk "Od Kirchola do Ratusza" ( https://www.youtube.com/watch?time_continue=5&v=mc3Owe0Htf0)
Obecny na spotkaniu dyrektor Muzeum Historii Miasta Tomasz Polkowski otrzymał do "Szuflady Stanisława Klingera" spisany i napisany osobiście na kilku kartach przez niego wiersz na jubileusz Przedszkola nr 3. Podarowała go poprzednia dyrektorka tej placówki Genowefa Fijałkowska. - Pan Stanisław darując naszemu przedszkolu ten wiersz, zapowiedział mi, że mam go strzec jak oka w głowie. I o to też pana proszę. Sprawdzę - zaznaczała przekazując rękopis Klingera pani Genowefa, nazywana jednak przez lata współpracy przez Pana Stasia, Anną. Przypomnijmy, że Ławeczka Stasia Klingera powstała z funduszy Budżetu Obywatelskiego Zduńskiej Woli. Jej pomysłodawcą był Leszek Kluska. Budowa kosztowała 82,5 tys. zł.
"Spotkajmy się w niedzielę przy Ławeczce Stasia Klingera w Zduńskiej Woli. Dźwiękiem, ołówkiem i piórem, wspomnienie Stasia Klingera" zorganizowało: Zduńskowolskie Centrum Integracji Ratusz, Towarzystwo Przyjaciół Zduńskiej Woli i Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął prezydent miasta Konrad Pokora.

Leon

Podobne: http://siewie.tv/artykuly/aktualnosci/9405-wspomnienie-stanisawa-klingera-w-8

Więcej zdjęć na:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2597087643653827&set=pcb.2597089516986973&type=3&theater

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2597084810320777&set=pcb.2597085806987344&type=3&theater

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyWspomnienie starego hipisa...

Siedząc do późna w pracy Janek zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to niemal codziennie były nowe panienki, narkotyki... Po dwudziestu latach nie palenia marihuany postanowił więc zapalić, przypomnieć sobie dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek nadal prosperuje.
- Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
- Janek, kopę lat...
- Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze dwadzieścia lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to było...
- Słuchaj Jasiu, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem. Musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
- Dobra stary, niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął do domu.
Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, żona chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w łazience. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... Otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
- Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało... - pomyślał zdumiony.
I pociągnął drugiego macha. Otwiera oczy, ciemno..., wypuszcza - jasno....
Zdrowo podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno.
W tym momencie słyszy walenie do drzwi łazienki....
- Janek. co ty tam robisz? - krzyczy żona.
Janek wszystko wrzucił do sedesu, spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
- Golę się kochanie!
- Janek, trzy dni...?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u