Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Akcja ,,Znicz'', czyli... akcja zza krzaka

Akcja ,,Znicz'', czyli... akcja zza krzaka

lizakKońcówki tak zwanych długich weekendów są dniami, kiedy staram się unikać oglądania programów informacyjnych, w których policja podsumowuje, ilu to pijanych kierowców złapała na drogach, ile osób zginęło w wypadkach, ilu było rannych i jak długo niezliczone ilości funkcjonariuszy policji było na służbie. Dlaczego? Bo jakoś wolę wyrabiać sobie poglądy bardziej na własnych doświadczeniach, a nie na przekazach medialnych...

 

Od środy wieczorem (czyli teoretycznie początku ''długiego weekendu'' przy okazji tegorocznego Dnia Wszystkich Świętych) do momentu, gdy piszę te słowa (niedzielny wieczór – czyli teoretycznie do końca tegoż weekendu) widziałem trzy radiowozy. Przejechałem około ośmiuset kilometrów! Nie wiem, czy to dużo, czy mało? Tak samo nie wiem, kto odpowiada za wpuszczanie na antenę tych fałszujących, ulizanych chłopców w programie „Jaka to melodia”, który to program byłem dziś zmuszony oglądać wraz z rodziną.
Z jednym z trzech widzianych przeze mnie policyjnych samochodów mijałem się w Sieradzu. Nie ukuję z tego żadnej ciekawej historii, więc przejdę do kolejnego radiowozu. Był zaparkowany na jednym z wiejskich cmentarzy, który odwiedziłem 1 listopada. Jego pasażerowie kierowali ruchem, tłumacząc kierowcom, że jeśli będą parkowali samochody po obu stronach szerokiej na dwa metry drogi, to zakorkują wjazd na cmentarz. Miło z ich strony, choć od właścicieli dokumentu zwanego prawem jazdy, wydawanego przez instytucje państwowe, można by wymagać takiej wiedzy, czy choćby odrobiny wyobraźni. Niestety, na większość kierowców nie było co liczyć, więc jeden z odwiedzających ów cmentarz musiał zadzwonić po policję, by w ogóle dało się wjechać i wyjechać.
Widok trzeciego w tych dniach radiowozu był najciekawszy, więc zostawiłem go sobie na koniec, choć przytrafił się w środowe popołudnie. Zaparkowany był... za żywopłotem na ulicy Jana Pawła II w Sieradzu w odległości około 250 metrów od ronda imienia Największego z Polaków. Jadąc do banku ING z młodą kobietą (od ponad roku uwielbiam to określenie – nie pytajcie dlaczego) minąłem zaparkowany radiowóz. - Zobacz – mówię do mojej uroczej pasażerki. - Łapią pieszych za nieprzepisowe przechodzenie w tym miejscu.
Z powątpiewaniem popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami, nie do końca mi wierząc. Nim wyszedłem z placówki ING (niestety bankomat był nieczynny!), przy radiowozie już pochylał się jakiś starszy pan, tłumacząc zapewne, dlaczego nie szedł tych niemal trzystu metrów do przejścia dla pieszych. Nie wiem czy dostał mandat.
Niedziela, około godziny 16, Łask: ściszam radio samochodowe, z którego energię do dalszej jazdy daje mi Freddie Mercury i podgłaszam CB radio. Z Łasku do Pabianic „ścieżka wolna”, do Sieradza ''czysto'', do Uniejowa - też. „Suszą” tylko w Widawie, nieopodal OSP. Czyli w promieniu jakichś sześćdziesięciu kilometrów od Łasku mamy tylko jeden radiowóz! A w tej okolicy aż trzy powiatowe komendy policji i trzy tzw. drogówki! Znowu podgłaszam radio, Mercury zaczął właśnie ''Don't stop me now”, dodaję gazu...
Przypominam sobie opowieść jednego z dziennikarzy TVP, który kilka lat temu miał przygotować krótką relację o akcji „Znicz”. Zadzwonił do rzecznika prasowego jednej z powiatowych komend policji z pytaniem, gdzie może nakręcić ,,obrazki'' policjantów przy pracy. Umówili się w pewnym miejscu. Ekipa TVP zjechała się równo z policyjnym radiowozem. Policjanci wyciągnęli „suszarkę”, kolega z TVP kamerę. Tandem policyjno-medialny zatrzymał samochód (przerażonego Niemca, który nie wiedział, co się dzieje), policjanci go skontrolowali, po czym ekipy się rozjechały.
I druga opowieść, innego ze znajomych mi dziennikarzy. Rzecz dzieje się na kilka dni przed Sylwestrem. Redaktor naczelny jednej z gazet uparł się na fotkę i informację o tym, jak to policjanci mozolnie kontrolują sprzedawców petard (teza była, że kontrolują i żaden inny wariant by „nie przeszedł”). Podjechali na bazar, policjanci zapozowali do zdjęcia przy jednym z handlarzy, rzecznik pozwolił się zacytować, po czym nieletni znów, jak dawniej, mogli spokojnie kupować petardy...
Absolutnie nie krytykuję w tym tekście policji. Nie krytykuję mediów. Przeświadczenie w polskim narodzie, że podczas „masowych powrotów” policji jest na drogach dużo więcej niż w normalny dzień, studzi naszą ułańską fantazję. Znam kierowców, którzy mają prawo jazdy od dziesięciu lat i ani razu nie mieli kontroli drogowej! Ja w mijającym roku dostałem z dziesięć mandatów. Nie mogę więc powiedzieć, że polska policja się leni. Oj nie!

Jerzy Świeży

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyPrzygoda księdza z nastolatką

Przez miasto jedzie zatłoczony tramwaj.
Nagle motorniczy gwałtownie hamuje. Atrakcyjna nastolatka traci równowagę i z impetem wpada na księdza, który siedzi obok niej.
Tak niefortunnie, że siada mu na kolanach.
Po chwili zdumiona spogląda na kapłana i z podziwem i mówi:
- Ho, ho, ho, proszę księdza...!
- To nie jest żadne ho ho ho, tylko klucz od zakrystii..

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u