Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Słodki Józio – autor najsmaczniejszych chwil mojego dzieciństwa

Słodki Józio – autor najsmaczniejszych chwil mojego dzieciństwa

sieradzkie_peerelki2Wspominając dzieciństwo sprzed grubo ponad pół wieku, znajduję smaczne okruchy związane z konsumpcją słodyczy. Autentycznych; ciasta, ciastek, ciasteczek, a zwłaszcza lodów. Bo nikt nie robił tak smacznych, jak Józef Wiśniewski, zwany Słodkim Józiem z Warty – cukiernik, który uosabiał wszystko to, co najlepsze i związane z tym rzemiosłem. Był i nie ma już Słodkiego Józia, bo Pan Józef zmarł w swoim domu w Warcie, w czwartek 2 stycznia.

Pierwsze wspomnienie z mojego dzieciństwa związane z konsumowaniem lodów to Warta, gdzie w kamienicy Kosmalskich mieściła się cukiernia Józefa Wiśniewskiego. Był maj roku 1961 kiedy mama kupiła mi tam po raz pierwszy dwie kulki lodów śmietankowych (wtedy bodaj po 90 groszy sztuka), bajecznie smacznych, w wafelkach też smakowitych. Lodów tak dobrych, że zaraz chciało się zjeść kolejne kulki. Mama i tata wiedzieli o tym i jeśli kiedykolwiek byliśmy w Warcie, zawsze odwiedzaliśmy cukiernię, najpierw w Rynku 5, potem przy ulicy 20 Stycznia. Moi rodzice byli bowiem przekonani, że nikt lepiej od Pana Józefa nie robi lodów, nie piecze ciast, czy ciastek. No chyba, że babcia Walentyna Bączyk. Tak mówił tata, ale w końcu babcia była jego teściową, więc…
O tym, że Józef Wiśniewski został cukiernikiem zdecydowała wojna. Urodził się w 1929 roku w Stanisławowie pomiędzy Brzeźniem a Złoczewem w powiecie sieradzkim. W czasie okupacji znalazł się w wraz z rodzicami w Rudzie Pabianickiej. Miał dwanaście lat, kiedy w 1941 roku zaczął pracować, bo taka była potrzeba strasznego czasu wojny. I był to szczęśliwy-nieszczęśliwy przypadek pierwszego kontaktu z cukiernictwem, bowiem pracował w łódzkiej fabryce cukierków i czekolady ,,Palermo’’. Za wiele się tam nie nauczył, bowiem zazwyczaj dostarczał surowiec do stanowisk pracy, ale po wojnie właśnie te doświadczenia skłoniły Go do tego, że znalazł się w szkole przemysłowej w Łodzi na kierunku cukierniczym. I właśnie po jej ukończeniu Józef Wiśniewski otrzymał dyplom czeladniczy cukiernika. Zdarzyło się to w 1950 roku, po czym Pan Józef powołany został do wojska. Kiedy z wojska wrócił, zaczął pracować w łódzkiej fabryce cukierków ,,Optima’’, ale staż odbywał w czterech zakładach cukierniczych. Potem pracował jakiś czas w gastronomii i w Miejskim Handlu Detalicznym w Łodzi i w Pabianicach. Stamtąd, a pamiętajmy, że był to czas nakazów pracy, trafił do Zduńskiej Woli, gdzie w latach 1953-1957 prowadził państwową cukiernią.
Swoją szansę wyczuł właśnie pod koniec gomułkowskiej odwilży. Okazało się wtedy, że można otworzyć prywatną cukiernię! Miał szczęście, w Warcie nie było wówczas cukierni (wszystkie ,,umarły’’ w czasie holocaustu…), wiec wybrał to miasto. Był rok 1960! Jak wspominają Jego córki, przez pierwsze miesiące pracy we własnej już cukierni w Rynku, do Warty dojeżdżał ze Zduńskiej Woli rowerem, a bywało, że sypiał w zakładzie na workach z mąką czy cukrem… Pracował bardzo ciężko. W 1961 roku Izba Rzemieślnicza w Łodzi przyznała Józefowi Wiśniewskiemu tytuł Mistrza w Rzemiośle Cukiernictwa oraz Wyrobu Ciastek, Lodów i Pierników’’. Szybko znalazł uczniów. Przez prawie sześćdziesiąt lat miał ich prawie czterdziestu, za co Izba Rzemieślnicza w Łodzi odznaczyła Go srebrną odznaką ,,Mistrza Zasłużonego w Szkoleniu i Wychowaniu Uczniów w Rzemiośle Cukierniczym’’. W Rynku cukiernia mieściła się do 1970 roku. Wtedy cały zakład przeniósł się do nowej, wybudowanej przez Pana Józefa siedziby przy ul. 20 Stycznia 17 (obecnie ul. Błękitnej Armii), gdzie znajduje się do dziś. Pamiętam, że cukiernia Słodkiego Józia sławna była już w połowie lat 60. I to nie tylko w tak zwanej okolicy czy w powiecie sieradzkim. Byli tacy, którzy wyżej stawiali lody Pana Józefa od tych najsłynniejszych wówczas w Polsce lodów pani Marii Granowskiej z Łodzi. Jadłem i jedne, i drugie. Bardziej smakowały mi te z Warty…
I tak jest do tej pory. Kiedy tylko mogę, odwiedzam cukiernię, którą teraz prowadzi Małgorzata Wiśniewska – Trojanowska, najmłodsza córka Pana Józefa. Zawsze przypomina mi się wtedy co mówił o Józefie Wiśniewskim mój ojciec, Jan Lisiecki: - Pan Józef, fachowiec jakiś dziś mało! Najlepszy z najlepszych, miły, i taki życzliwy ludziom człowiek! Podzielam jego zdanie. I tak też zapamiętam na zawsze Słodkiego Józia – mistrza słodkości nie tylko mojego dzieciństwa…

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyGdy mi ciebie zabraknie...

Autobus z wycieczką zbliża się do granicy.
– Piwo! Siku! – po raz któryś z rzędu rozweseleni wycieczkowicze zmuszają kierowcę do zatrzymania.
Po dłuższej chwili, gdy już z powrotem zajęli miejsca w autokarze, kierowca pyta głośno:
– Czy kogoś nie brakuje?
Cisza. Po przekroczeniu granicy do kierowcy podchodzi mężczyzna i lekko bełkocząc mówi:
– Kurde, nie ma mojej żony...
– No przecież – mówi ze złością kierowca – przed odjazdem pytałem, czy kogoś wam nie brakuje!
Na to facet:
– Ale mnie jej nie brakuje, tylko mówię, że jej nie ma...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u