Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony LEKKOŚĆ BYTU? NA KOLANACH PRZED KAZIMIERZEM GÓRSKIM

LEKKOŚĆ BYTU? NA KOLANACH PRZED KAZIMIERZEM GÓRSKIM

LEKKOSCBYTUTo jedyny Polak, który wśród rodaków nie wywoływał i nie wywołuje nienawiści! Kazimierz Górski był bowiem uosobieniem taktu i sukcesu. Skromny, pracowity, z ogromnym wyczuciem trenerskim. Jedyny Polak odznaczony Rubinowym Orderem Zasługi, najwyższym odznaczeniem UEFA! Tylko w polityce Panu Kazimierzowi nie wyszło. Namówiony przez chcących wykorzystać Jego znakomite nazwisko, bez powodzenia startował w 1991 roku do senatu z listy Zjednczenia Chrześcijańsko-Narodowego (!), a w 1993 roku do sejmu, jako członek Polskiej Partii Przyjaciół Piwa (!!!), ale z listy Samoobrony RP. I pewnie lepiej dla Niego, że nie został wybrany.

 

W czasie znakomitej kariery trenerskiej Pan Kazimierz wielokrotnie odczuwał ludzką zawiść i niechęć. Ale bladły one w promieniach Jego sukcesów. Zwłaszcza w ich apogeum: w 1974 roku po zdbyciu trzeciego miejsca na mistrzostwach świata w RFN. Pamiętam o dwóch, pewnie szczególne dotkliwych przykrościach dla tego tenera wszechczasów. Brzydko mówili zawistni, kiedy Jego syn dostał się na wydział operatorski szkoły filmowej w Łodzi. Bredzili: tatuś pomógł... W drugą przykrość trudno dziś uwierzyć. Reprezentacja Polski w piłce nożnej zdobyła ,,tylko'' srebrny medal na igrzyskach w Montrealu. Przegraliśmy brzydko z NRD 1:3. Sam byłem zły na Pana Kazimerza, czego do dziś się wstydzę, bo winę za przegraną ponosili wtedy przede wszystkim piłkarze. Już nie głodni sukcesu – jak opowiadał mi o tym blamażu Grzegorz Lato – bo przecież złoty medal igrzysk już mieli. Mocarstwowi włodarze PRL nie mogli darować tego Pan Kazimierzowi. Był rok 1976, były kartki na cukier, ale przecież ogłosili wtedy Polskę ,,dziesiątą potęgą gospodarczą świata''. Kazimierz Górski w charakterystyczny dla siebie sposób zrezygnował z prowadzenia reprezentacji. Szybko dostał ofertę z Grecji, z Panathinaikosu Ateny. Spędził w tym kraju szczęśliwie prawie 10 lat. Z sukcesami, bo mistrzostwo Grecji zdobył zarówno z Panathinaikosem jak i Olympiakosem! Grecy pokochali Go na zawsze!

Polacy też kochają Kazimierza Górskiego. I to jak! Jego imieniem nazwano Szkołę Mistrzostwa Sportowego, stadion w Płocku, a ostatnio Stadion Narodowy, że wspomnę tylko ważniejsze obiekty. Z tym ostatnim jest problem. I nie chodzi tym razem o dach, czy premie dla kierujacych budową. Chodzi o nazwę. Stosowną uchwałę w tej sprawie jednogłośnie przyjął Sejm RP. Czas leci a nazwy nie ma. Dlaczego? Ano dlatego, że nie ma sponsora, który za nazwę właśnie płaciłby na przykład siedem milionów rocznie, jak to jest w przypadku PGE Arena w Gdańsku. Takie przeciąganie sprawy za skandal, ba przestępstwo uznał Jan Tomaszewski, poseł z PiS, ,,człowiek, który zatrzymał Anglię'', a nie potrafi powstrzymać języka... Poseł Tomaszewski chce sprawę zgłosić do prokuratury, bo przecież nie jest realizowana uchwała sejmowa!

Póki co, nikt nie protestuje w sprawie inicjatywy budowy pomnika Kazimierza Górskiego przed Stadionem Narodowym właśnie. Ogłoszony zostanie konkurs na projekt pomnika, który ma być odsłonięty w czerwcu 2014 roku. Pomnik kosztował będzie około pół miliona zlotych. Honorowy Komitet Budowy Pomnika nie będzie miał problemów ze zgromadzeniem tej sumy. I pewnie nie będzie plucia hajterów, protestów oburzonych, chociaż Janek Tomaszewski może coś wymyśli... Bo przecież to nie pomnik Ryszarda Ochódzkiego, bohatera filmów ,,Mis'', ,,Rozmowy kontrolowane'' i ,,Ryś'', wymyślonego przez Stanisława Tyma. Pomnik, który prowokatorzy-facecjoniści zamierzają postawić w Warszawie.

Przypominam sobie Pana Kazimierza i zastanawiam się, co by powiedział w tej sprawie? Pewnie niewiele, za to taktownie i dowcipnie. Pamiętam bowiem, kiedy w maju 2002 roku jedyny raz miałem zaszczyt i przyjemność rozmawiać z Kazimierzem Górskim na spotkaniu polityków i biznesmenów w jednym z ośrodków wypoczynkowych nad Zalewem Zegrzyńskim. Pan Kazimierz był pod czułą opieką swojego przyjaciela, kiedyś asystenta i drugiego trenera, Andrzeja Strejlaua. Był już wtedy bardzo chory, korzystał z wózka inwalidzkiego. I zdarzyło się, że krótką rozmowę z nim zrobiłem klęcząc przed wózkiem, na którym siedział Wielki Trener. Pytałem o szanse reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w Korei i Japonii. Odpowiedział w swoim stylu, że owszem szanse są, bo trener Engel potrafi przygotować drużynę, ale zobaczymy to na mundialu, przeżyjemy wiele emocji... No i przeżyliśmy kolejne lanie. Jednak ja zawsze będę pamiętał tę jedyną moją rozmowę z człowiekiem, który dostarczył Polakom tylu wzruszeń, tylu powodów do dumy, że należy Mu się niejeden pomnik!

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyWspomnienie starego hipisa...

Siedząc do późna w pracy Janek zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to niemal codziennie były nowe panienki, narkotyki... Po dwudziestu latach nie palenia marihuany postanowił więc zapalić, przypomnieć sobie dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek nadal prosperuje.
- Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
- Janek, kopę lat...
- Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze dwadzieścia lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to było...
- Słuchaj Jasiu, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem. Musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
- Dobra stary, niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął do domu.
Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, żona chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w łazience. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... Otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
- Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało... - pomyślał zdumiony.
I pociągnął drugiego macha. Otwiera oczy, ciemno..., wypuszcza - jasno....
Zdrowo podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno.
W tym momencie słyszy walenie do drzwi łazienki....
- Janek. co ty tam robisz? - krzyczy żona.
Janek wszystko wrzucił do sedesu, spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
- Golę się kochanie!
- Janek, trzy dni...?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u