Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony LEKKOŚĆ BYTU? OD WIELKIEJ DO CZARNEJ PŁYTY

LEKKOŚĆ BYTU? OD WIELKIEJ DO CZARNEJ PŁYTY

LEKKOSCBYTUKiedy miałem dziewięć lat nasza pani od polskiego (pozdrawiam z tego miejsca moją pierszą nauczycielkę ojczystego języka, panią Henrykę Swojnogowską), zadała nam wypracowanie na temat, jak wyobrażamy sobie życie w roku 2000. Dzieci z nadwarciańskich wiosek miały sporo wyobraźni. Pisaliśmy o domach piętrowych aż do nieba, syntetycznym jedzeniu, które smakuje jak prawdziwe, robotach trzepiących za nas dywany i biegających po zakupy, no i o latajacych pojazdach, takich latających dywanach, które błyskawicznie przenosić nas będę z miejsca na miejsce, kiedy już będziemy mieli po 45 lat.

 

Pisaliśmy też o telefonach z ekranem, przez które można się jednocześnie i widzieć i słyszeć, czyli o czymś w rodzaju skypa. O ile pamiętam, nikt nie napisał o małym, przenośnym telefonie, za pośrednictwem którego można rozmawiać niemal z każdego miejsca na świecie. Telefonów komórkowych nie przewidział żaden z moich kolegów, a tym bardziej żadna z moich koleżanek. Cóż, urodzilismy się najczęściej na wsi, w domach bez elektryczności, przy lampie naftowej.

Jakiś czas temu oglądałem zdjęcia filmowe z powodzi w Indiach. Hindusi brnęli przez zalane terytorium, a jeden z nich, biednie wygladający, rozmawiał przez komórkę. Czy jadł tego dnia cokolwiek? Nie widomo, ale komórkę miał. To może świadczyć o tym, że głodu pewne nie da się zlikwidować, ale telefony komórkowe będą posiadać nawet pasterze w Somalii. Przeczytałem, że już w niezbyt odległym czasie będziemy... drukować domy w technice 3D. A to wszystko z myślą o przeprowadzce w kosms części ludzkiej populacji. Tam pustaków się nie przewiezie, za drogo by wyszło, więc wielkie drukarki będą w kilkanaście godzin budować domy z dostępnego na miejscu materiału. Póki co, takie doświadczenia hamuje lobby budwlane i obawa przed bezrobociem w budownictwie, ale za jakiś czas... Kto wie? Kiedy byłem małym chłopcem, doznałem olśnienia po usłyszeniu muzyki z płyty analogowej, zwanej też czarną płytą. Miałem wtedy najwyżej pięć, sześć lat. Fascynacja tym wynalazkiem była czasem silniejsza od kopania piłki. Do tego stopnia, że już jako piętnastolatek zacząłem kupować i gromadzić czarne płyty: longplaye, single, czwórki... Pamiętam letni dzień, kiedy w księgarni przy sieradzkim rynku, przez miejscowych zwanej też ,,u Szweryna'' (od nazwiska długoletniego kierownika tej placówki) kupiłem płytę ,,Blues'' supergrupy ,,Breakout''. Przez czterdzieści dwa lata od tamtego czasu zakupiłem aż pięć tych krążków, bo trzy po prostu się zużyły, czyli zostały zdarte do imentu i ,,zamęczone'' na prywatkach. Dopiero szósty krążek zatytułowany ,,Blues'', który dostałem niedawno w prezencie, był płytą kompaktową.

O czarnych płytach, zwanych też analogowymi, mógłbym pisać długo, rozmawiać godzinami, no i słuchać ich jeszcze dłużej, co też czasem czynię urzeczony głębią dźwięków, zakłócanych drobnymi trzaskami i szumami. Ale to też ma swój urok. Problem tkwi jednak w czym innym. Ilość tych płyt już od dawna przeszkadza w mieszkaniu, które przecież nie jest duże. Żona od lat zabrania mi gromadzenia płyt, a kasety i taśmy magnetofonowe dawno już usunęła z mieszkania mimo moich dramatycznych protestów. Kilka dni temu zdobyłem jednak poważny argument w obronie mojej płytoteki! W radiu wysłuchałem informacji o tym, jak to czarna płyta zaczyna znowu dominować i wyprzedzać w sprzedaży płyty CD. Oczywiscie, jeszcze nie w Polsce, bo przecież w krainie wódki i kaszanki wszystko przebiega wolniej. W takich Stanach Zjednoczonych na ten przykład analogi są już górą, choć ich cena przewyższa cenę płyt winylowych, trudniejszych do wytłoczenia!

Za kilka lat może się okazać, że moich ponad 500 czarnych płyt przedstawia wartość nie tylko muzealną i kulturową. Żona powinna to docenić. Zwłaszcza, że ten bogaty zbiór, w którym jest wiele ,,białych kruków czarnego krążka'', zostawię swojej ukochanej wnuczce, Zosi!

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyWspomnienie starego hipisa...

Siedząc do późna w pracy Janek zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to niemal codziennie były nowe panienki, narkotyki... Po dwudziestu latach nie palenia marihuany postanowił więc zapalić, przypomnieć sobie dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek nadal prosperuje.
- Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
- Janek, kopę lat...
- Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze dwadzieścia lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to było...
- Słuchaj Jasiu, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem. Musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
- Dobra stary, niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął do domu.
Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, żona chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w łazience. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... Otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
- Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało... - pomyślał zdumiony.
I pociągnął drugiego macha. Otwiera oczy, ciemno..., wypuszcza - jasno....
Zdrowo podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno.
W tym momencie słyszy walenie do drzwi łazienki....
- Janek. co ty tam robisz? - krzyczy żona.
Janek wszystko wrzucił do sedesu, spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
- Golę się kochanie!
- Janek, trzy dni...?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u