Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony LEKKOŚĆ BYTU? WOJEWÓDZKI I KTO NASTĘPNY?

LEKKOŚĆ BYTU? WOJEWÓDZKI I KTO NASTĘPNY?

LEKKOSCBYTURaz w życiu naprawdę bałem się po telefonicznych groźbach ,,czytelnika''. Działo się to na początku lat 90. XX wieku, kiedy byłem dziennikarzem ,,Wiadomości Dnia''. Razem z Jurkiem Barskim (serdecznie pozdrawiam), dziś dyrektorem departamentu informacji i promocji Ministerstwa Edukacji Narodowej, napisaliśmy wstrząsający tekst o morderstwie byłego funkcjonariusza Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Sieradzu, który – jak się później okazało – zgwałcił młodego człowieka, sprawcę zabójstwa.

 

Sprawa była obrzydliwie drastyczna, bowiem chłopak zabił gwałciciela, po czym odciął mu genitalia i wsadził do ust. Jako pierwszy i długo jedyny napisałem, że zamordowany był czynnym homoseksualistą, o czym od lat mówiono w Sieradzu. Telefon ze wspomnianą groźbą zadzwonił już po pierwszej mojej informacji o morderstwie. Nieznajomy najpierw zapytał, czy może mówić ze mną, a kiedy się upewnił, grobowym, stanowczym głosem powiedział: ucz się alfabetu Braille'a, będzie ci potrzebny!!! Nieznany mi ,,czytelnik'' powtórzył groźbę raz jeszcze po kolejnej mojej infomacji w ,,WD''. Jakiś czas bałem się, bo przecież nikt nie chce zostać ślepcem tylko dlatego, że napisał prawdę. Byłem młody, więc strach szybko minął, jednak pewnie dlatego pamiętam wiele szczegółów związanych ze sprawą tego morderstwa. Zwłaszcza to, że policja przesłuchała wtedy wszystkich znanych homoseksualistów w Sieradzu i okolicy. Pewnie dlatego śledztwo trwało tylko kilka tygodni, a kierujący nim komisarz Janusz Guzik (serdecznie pozdrawiam) długie lata żył w glorii tego sukcesu.

Inne groźby pod moim adresem związane z zawodem dziennikarza nie były już tak spektakularne. Przyznam też, że spływały po mnie jak woda po kaczce. Bynajmniej nie dlatego, że jestm taki odważny. Po prostu, byłem starszy, bardziej doświadczony i gadki typu: ...bo jak ci przyp...., to będziesz miał maszynę do pisania zamiast twarzy, nie robiły i nie robią na mnie wrażenia. Jednak przyznam, że atak na Kubę Wojewódzkiego był dla mnie przygnębiający. Z jednej strony ten dziennikarz-celebryta tak ,,jechał po bandzie'' i tak okrutnie prowokował, zawsze dbając o to, aby jego gwiazda świeciła jaśniej, że kiedyś musiało to się stać. Z drugiej strony, szkoda tak zdolnego prowokatora, który umie błyskotliwie pisać i jeszcze błyskotliwiej (jak dla kogo) zachowywać się przed kamerami. Mógł przecież stracić wzrok, narażony został na stres i ból. Wiem coś o tym, bo kiedyś przypadkowo wylał mi się na głowę kwas mlekowy. Na moje szczęście, blisko był kran z wodą... Ale blizna została.

Od czasu, kiedy agresywni osobnicy zaklejający plakaty wyborcze konkurencji kilkakrotnie uderzyli jednego z naszych kamerzystów, uczę współpracujących ze mną młodych ludzi, że trzeba być niezwykle ostrożnym w takich sytuacjach. Także wtedy, kiedy ktoś sobie wyraźnie nie życzy, żeby go filmować, czy fotografować! Nawet wówczas, kiedy znajduje się w miejscu publicznym. Jeśli się tego nie przestrzega, można narazić się na pobicie, zniszczenie sprzętu, a w najlepszym razie – na inwektywy. Są odstępstwa od tej reguły, o czym świadczy zdarzenie, w którym uczestniczyłem z kamerzystą TVO, Ryszardem Pietrzakiem jakieś piętnaście lat temu. Działo się to na moście pod Wartą. Rzeką o tej samej nazwie płynęli pontonem policjanci ze zwłokami zamordowanej dziewczyny. Chcieliśmy to sfilmować, na co mieliśmy zgodę pani prokurator nadzorującej śledztwo w tej sprawie. Niestety dla nas, przyjechali z Łodzi antyrerroryści. Jeden z nich zdecydowanie oświadczył, że nie tylko nie wolno nam filmować płynących pontonem zwłok (choć były w czarnym worku), to nie wolno nam także przebywać w tym czasie na moście. Podkuliliśmy ogony, wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy... na drugi koniec mostu. Tam Raszard błyskawicznie wysiadł z auta, wyciągnął kamerę i zrobił kilkunastoskundowe ujęcie pontonu, ze zbliżeniem worka oczywiście. Zauważywszy to, trzech antyterrorystów zaczęło biec w naszym kierunku tak szybko, że nigdy nie spodziewałbym się tego po olbrzymich chłopach. Nie dogonili, Ryszard miał bardzo szybki samochód!

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyWspomnienie starego hipisa...

Siedząc do późna w pracy Janek zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to niemal codziennie były nowe panienki, narkotyki... Po dwudziestu latach nie palenia marihuany postanowił więc zapalić, przypomnieć sobie dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek nadal prosperuje.
- Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
- Janek, kopę lat...
- Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze dwadzieścia lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to było...
- Słuchaj Jasiu, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem. Musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
- Dobra stary, niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął do domu.
Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, żona chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w łazience. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... Otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
- Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało... - pomyślał zdumiony.
I pociągnął drugiego macha. Otwiera oczy, ciemno..., wypuszcza - jasno....
Zdrowo podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno.
W tym momencie słyszy walenie do drzwi łazienki....
- Janek. co ty tam robisz? - krzyczy żona.
Janek wszystko wrzucił do sedesu, spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
- Golę się kochanie!
- Janek, trzy dni...?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u