Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Zgubne skutki buszowania w Internecie

Zgubne skutki buszowania w Internecie

kompWbrew pozorom historia ta wydarzyła się naprawdę. Miała miejsce w jednym z większych miast województwa łódzkiego. A było to tak. W ośmiopiętrowym ,,wieżowcu'', w dwu skrajnych klatkach schodowych mieszkały dwie pary. Jedna stanowiła wieloletnie już małżeństwo, druga – żyła, jak to się kiedyś mówiło - „na kocią łapę”. Dzisiaj używa się bardziej eufemistycznego określenia „pozostawała w związku nieformalnym”. Ponieważ obie pary dzieliły mieszkania i łoża od lat, więc nie obywało się bez problemów, jak to w każdym stadle bywa. Im związek trwa dłużej, tym trudności we współżyciu pojawia się zazwyczaj więcej.

 

Para spod 13. bardzo chciała mieć potomka. Ale jak mówił znany pisarz, do poczęcia potrzebny jest płodny mężczyzna i łaska boska. Widać, przynajmniej jednej z tych rzeczy pod trzynastką brakowało. Natomiast gościu z ostatniej klatki (m. 73) był najwyraźniej znudzony życiem ze swoją partnerką, bo tej w miarę upływu lat przybywało kilogramów, a i usposobienie miała z roku na rok coraz gorsze. Jemu przeszkadzało codzienne zrzędzenie wybranki, a jej fakt, że mężczyzna woli chodzić na piwo z kolegami, niż leżeć w objęciach – nazwijmy ją pięknej, aczkolwiek tłustej jako się wcześniej rzekło - Izoldy. Ta zaś, by chłopa zatrzymać wieczorami w domu, kupiła mu pięknego, wypasionego laptopa. Wierzyła bowiem, że to nowe urządzenie elektroniczne odciągnie „narzeczonego” od zgubnej czynności picia piwa z kumplami. Kumpli było wielu więc i miła czynność spożywania eliksiru chmielowego zdarzała się nader często. Tu słowo narzeczony ująłem w cudzysłów, bo jaki to narzeczony po kilkunastu latach pożycia? Właśnie owi koledzy po piątym kufelku piwa i trzech pięćdziesiątkach wmawiali mu, że uprawia czyny nierządne bo bez mała kazirodcze. Co też i wielką przesadą nie było. W każdym razie elektroniczna nowinka wzbudziła niemałe zainteresowanie naszego piwosza. I dopóki kobieta krzątała się w powabnych strojach po domu, on zawzięcie studiował wszystkie najświeższe wiadomości na portalach internetowych. Sport, przyroda, samochody, psy, nowinki naukowe stanowiły teraz główny przedmiot jego zainteresowań.

Lecz tylko do pewnego momentu. Z niepokojem czekał, aż oblubienica zalegnie w ich wielkim łożu i szybko, jak to tylko możliwe, zmorzy ją sen. Kiedy usłyszał rozkoszne pochrapywania oraz posapywania swojej Izoldy i zobaczył, że zasnęła spokojnie z kolejnym numerem „Życia na gorąco” w dłoni oddając się sennym marzeniom, kamień spadał mu z serca i zaczynał czuć się wolnym człowiekiem. Szybko odkrył, że internet to nie tylko nauka i polityka, ale przede wszystkim kobiety. Na zdjęciach były, brunetki, blondynki, rude, mniej lub bardziej rozebrane. Niektóre poruszały się zwiewnie w takt relaksacyjnej muzyki. W swoich późnowieczornych poszukiwaniach znalazł w końcu to, czego szukał. Strony internetowe, na których dziesiątki, setki a może tysiące kobiet ogłaszały się szukając swoich mężczyzn, nie dawały mu spokoju. Ogłoszenia były interesujące a kobiety szczupłe, ładne, co tu dużo mówić – z pokaźnymi biustami, a do tego jeszcze mądre. Przynajmniej tak o sobie pisały.

Nie minęło kilka dni a znalazł tę, której szukał. Wprawdzie zdjęcia nie było, ale pisała o sobie w samych superlatywach. Że ładna, drobna, ze zgrabną trójeczką, namiętna, a na dodatek – świetna gospodyni. Po kilku dniach korespondowania umówili się obok małej restauracji w pobliżu miejsca ich zamieszkania. On miał samochód czerwony, ona – niebieski więc łatwo mogli się poznać i uniknąć niebezpiecznych w takich razach pomyłek. Jakież było zdziwienie naszego Romea, że na randkę przyjechała… . Tak, tak – Julia z pierwszej klatki i jednocześnie największa przyjaciółka jego drogiej kobiety. Powiedzmy sobie szczerze, zaskoczenie obojga było wielkie, a i rozmowa nie kleiła się za bardzo. Julia była jednak kobietą i mądrą, i rezolutną. Powiedziała – skoro jechaliśmy tu oboje, zróbmy to o czym myślimy, a nie mówimy wcale.

No i zaczęli robić „te rzeczy” coraz częściej, i częściej. Aż w końcu mężczyzna usłyszał od kobiety to, na co najbardziej oczekuje i najbardziej go cieszy – Misiu, będziemy mieli dziecko. Po dziewięciu miesiącach urodził się malutki, śliczny chłopczyk. Dzisiaj wychowują Antosia we trójkę. Tak, we trójkę, bowiem facet spod trzynastki nie przeżył wiarołomstwa swojej żony, spakował walizkę i wyjechał szukać szczęścia na drugi kraniec Polski, do miejscowości, gdzie sanatoriów jest wiele i o kobietę ponoć łatwiej. Zwłaszcza, gdy wraca się do zdrowia.

I tak oto kończy się w sposób zgubny fakt buszowania w internecie. A może i nie – bo przecież Antoś ma jednego tatusia i dwie mamusie. Na prośbę osób zainteresowanych numery mieszkań i klatek schodowych zostały zmienione.

(zyg)

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyWspomnienie starego hipisa...

Siedząc do późna w pracy Janek zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to niemal codziennie były nowe panienki, narkotyki... Po dwudziestu latach nie palenia marihuany postanowił więc zapalić, przypomnieć sobie dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek nadal prosperuje.
- Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
- Janek, kopę lat...
- Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze dwadzieścia lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to było...
- Słuchaj Jasiu, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem. Musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
- Dobra stary, niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął do domu.
Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, żona chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w łazience. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... Otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
- Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało... - pomyślał zdumiony.
I pociągnął drugiego macha. Otwiera oczy, ciemno..., wypuszcza - jasno....
Zdrowo podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno.
W tym momencie słyszy walenie do drzwi łazienki....
- Janek. co ty tam robisz? - krzyczy żona.
Janek wszystko wrzucił do sedesu, spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
- Golę się kochanie!
- Janek, trzy dni...?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u