Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Lekkość bytu? "Och, jakie słodkie usta..."

Lekkość bytu? "Och, jakie słodkie usta..."

Ogromnym smutkiem ogarnęła mnie śmierć Violetty Villas - Czesławy Cieślak - Wielkiej Gwiazdy Polskiej Piosenki. Był poniedziałkowy późny wieczór 5 grudnia, kiedy na tzw. pasku informacyjnym w TVP3 zobaczyłem tę przykrą informację. Ktoś bardzo przytomnie napisał tam, że występowała z największymi gwiazdami światowej piosenki: z Barbarą Streisand, Frankiem Sinatrą, Paulem Anką. To świadczy o tym, że sama była Wielką Artystką. Dziwaczka o wielkim sercu dla bezdomnych kotów i psów, wielkim, niewykorzystanym do końca talencie, zmarła w rodzinnym Lewinie Kłodzkim, dokąd wróciła w 1998 roku.

W USA pisano o niej ,,fenomenalna Polka'', uznanie zdobyła we Francji. Niemal wszędzie, gdzie występowała, krytycy pisali o Niej z uznaniem. Ze względu na trudny charakter, czego doświadczyłem niegdyś na własnej skórze, ze względu na dziwactwa, czy wyjątkową barwność, a w schyłkowej części życia także ze względu na dewocję, co i raz dokładali jej polscy dziennikarze, jakby za nic mając Jej czterooktawowy głos, nagrody na festiwalach piosenki i zagraniczne sukcesy, choćby w Las Vegas, czy w paryskiej ,,Olimpii''.

Mimo tych dziwactw zawsze będę ciepło wspominał Violettę Villas. Także dlatego, że miałem z nią dziwne, skończone wspaniałą pointą spotkanie. Było lato 1998 roku. Nie pamiętam już jakim zrządzeniem losu, sieradzki przedsiębiorca i mój serdeczny kolega, Krzysztof Puławski, nawiązał kontakt z Violettą Villas. A że jest człowiekiem niezwykle inteligentnym, od razu pomyślał jakby to było ciekawie, gdyby pani Violetta zaśpiewała w Sieradzu. Udało się Ją namówić po subtelnych ,,uderzeniach w nuty wiary i Kościoła''. Pani Violetta zgodziła się wystąpić w niedzielne popołudnie w kościele im. Bł. Urszuli Ledóchowskiej przy ul. Krakowskie Przedmieście. Pojechaliśmy tam z kamerą. Po długim oczekiwaniu, podczas którego K. Puławski kilkakrotnie dzwonił do kierowcy z pytaniem; co się stało, Violetta Villas przyjechała...

Wrócę jednak do wyjazdu po Gwiazdę. Krzysztof wysłał po Nią do Lewina samochód z kierowcą. Jak później opowiadał ów przerażony człowiek, jego kłopoty zaczęły się już po przyjeździe do domu Violetty Villas, bowiem ta oświadczyła, że... o żadnym wyjeździe nic nie wie. Dopiero negocjacje z jej menadżerką, a zarazem mieszkającą z nią przyjaciółką dały efekt: kierowca czekał godzinę, aż Gwiazda się ubierze. Drugie zagrożenie nastąpiło podczas podróży. Kiedy jechali przez las, pani Violetta oświadczyła, że las jest tak piękny, że musi nim natychmiast spacerować. I spacerowała dobre pół godziny, a ludzie w Sieradzu czekali... I doczekali się. Wieczorem. Czekał pełen kościół ludzi! I nikt nie miał Jej za złe, że się spóźniła prawie trzy godziny! Niewielu też było niezadowolonych, kiedy pani Violetta oświadczyła po krótkiej modlitwie, że... nie będzie śpiewać, bo jest zmęczona. Miała jednak jeszcze trochę sił, aby uroczo pogawędzić z publicznością, znowu się pomodlić, obiecać, że kiedyś pewnie w Sieradzu zaśpiewa, i pożegnać się w powodzi oklasków uwielbienia.

Późną kolację jadła Violetta Villas w towarzystwie kilkunastu osób, spośród których zapamiętałem proboszcza parafii Bł. Urszuli Ledóchowskiej ks. Jana Witkowskiego, Jana Kurowskiego, który był wtedy przewodniczącym Podregionu Sieradzkiego NSZZ ,,Solidarność, Jana Pietrzaka, sieradzkiego historyka-regionalistę oraz gospodarza, bowiem zajazd ,,Tumidaj'', gdzie to przyjęcie miało miejsce, był wówczas własnością Krzysztofa Puławskiego.

Ponieważ atmosfera była urocza, a Violetta Villas czuła się w tym gronie znakomicie, biesiadowanie przeciągnęło się do tego stopnia, że były nawet tańce. I tu pamięcią swoją jeszcze nie starczą mogę zaświadczyć, że jedynym, któremu udało się zatańczyć z Violettą Villas, był Janek Pietrzak! Przeciągnęło się też w czasie; wywiad z Gwiazdą rozpocząłem około godz.2.30! Nie byłem w formie, bo nadawałem się raczej do łóżka, a nie przed kamerę, więc zacząłem fatalnie; od pytania o Jej ekscentryczność. Pani Violetta nie chciała o tym mówić, wyraźnie pobudzona emocjonalnie przerwała rozmowę. Byłem na tyle przytomny, że podsunąłem Jej do podpisu winylową płytę ,,Do ciebie miły'' z 1968 roku. Pani Violetta zamaszystymi ruchami popisała okładkę płyty (mam ją do dziś w swoich zbiorach jako wyjątkowy rarytas!) i... jakby nigdy nic powróciła do dramatycznie przerwanej rozmowy. I już do jej końca był uprzejma, miła i konkretna. Udało się!

Jednak najprzyjemniejsze i najbardziej zaskakujące miało dopiero nastąpić. Pożegnanie Violetty Villas i jej menadżerki na schodach zajazdu ,,Tumidaj'' było tak serdeczne, tak czułe, że Gwiazda całowała wszystkich po kolei w policzki. A mnie jednego, jedynego pocałowała w usta (niedowiarków mogę przekonać nagraniem) i powiedziała czule: ,,Jakie słodkie usta...''. Poczułem się niemal jak Wiesław Gołas w fantastycznej komedii Jerzego Gruzy ,,Dzięcioł''. Pomyślałem: ale mam szczęście! Tylko dlaczego tak późno przyszło?

Teraz żegnam Violettę Villas ze szczerym smutkiem i przekonaniem, że wraz z nią, Adamem Hanuszkiewiczem, czy Zbigniewem Safjanem, odchodzi pewna epoka. Epoka także mojego dzieciństwa...

Te gwiazdy gasną
Te gwiazdy zasną
Śmiertelnym snem
Te gwiazdy bledną
Te gwiazdy więdną
Gasną tak źle

Zostawią pieśni
Byśmy je nieśli
Jak długo się da
Ta Gwiazda blednie
Blednie śmiertelnie
Ale wciąż trwa...

LEK.

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyZajączek niekoniecznie wielkanocny i...

Zajączek wchodzi do baru naburmuszony i mówi:
- Kto pomalował mój rower na zielono?
Po chwili wstaje niedźwiedź i mówi:
-Ja, bo co?
-Nic, nic, chciałem tylko zapytać, czy ta farba długo schnie?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u