Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Odchamiałem się kulturalnie w naszym Pierdziszewie

Odchamiałem się kulturalnie w naszym Pierdziszewie

LEKKOSCBYTUMówię to z dumą! Odchamiałem się kulturalnie – tak powiada mój przecudny wujek z Turku – na miejscu, w Sieradzu. Nie żebym od razu pił kawę ,,Turek'' lub ,,Dobrzynka. Zwyczajnie: byłem na dwóch wspaniałych koncertach festiwalu ,,Muzyka w dawnym Sieradzu''!

 

Trzeba przyznać, że ów festiwal ewoluuje od lat w dobrym kierunku różnorodności, ale co by to nie było, zawsze są to propozycje na najwyższym poziomie! Dla melomana z naszego Pierdziszewa gratka niesłychana, choć może przecież pojechać sobie co tydzień do filharmonii w Łodzi lub Kaliszu, bo to rzut beretem. I znam takich, którzy jeżdżą. Jeżdżą też do łódzkich klubów, gdzie można posłuchać wspaniałego jazzu, bluesa, czy rocka. Ja też jeżdżę, ale bardzo rzadko. Polecam zwłaszcza ,,Wytwórnię'' przy ul. Łąkowej 29.

Wracając do ,,Muzyki w...'' żałuję, że starość, zmęczenie i zgnuśnienie nie pozwoliły mi pójść na pierwszy, piątkowy (2 bm.) koncert tego festiwalu. Według relacji moich znajomych, koncert włoskiego organisty Diampaolo Di Rosa w klasztorze Sióstr Urszulanek był znakomity. Chociaż tam niemal wszystko pięknie brzmi, nawet stukot damskich obcasów...

Na kolejnej uczcie już byłem i cieszę się, że dożyłem takich czasów, bo oto sto metrów od miejsca mojego zamieszkania, we wspaniałej sali koncertowej szkoły muzycznej w Sieradzu grał zeszłoroczny zdobywca nagrody Grammy, cudowny pianista i okazało się, że takiż gawędziarz, Włodzimierz Pawlik. Ten wyjątkowy wirtuoz grał na wyjątkowym, historycznym fortepianie! Pierwszym w Sieradzu instrumencie tej klasy firmy Steinway and Sons i jeszcze do tego o wyjątkowej historii. Otóż – jak opowiadał dyrektor PSM w Sieradzu, Andrzej Grześkowiak, który dosłownie wydreptał ów instrument w Warszawie, w Łodzi i nie tylko – niemal dokładnie trzydzieści pięć lat temu na tym fortepianie grał zwycięzca Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im Fryderyka Chopina, Dang Tai Son z Wietnamu, obecnie szczęśliwy mieszkaniec Kanady. Wysłużony, ale jakże brzmiący instrument kosztował, bagatela, 150 tysięcy złotych, czyli jakieś 100 tysięcy mniej niż na wolnym rynku i został zakupiony od Filharmonii Narodowej w Warszawie! Dla porządku dodajmy, że nowy instrument tej firmy kosztuje około 600 tysięcy złotych! Aby jednak szczęście było pełne, trzeba naszego staruszka wyremontować. A to nie skrzypce i taki lifting (przede wszystkim wymiana tzw. młoteczków) kosztować będzie jakieś 30 tysięcy. Zatem namawiam wszystkich możnych Pierdziszewa naszego i okolic: wspomóżcie szkołę muzyczną (stosowne informacje na jej stronie www.), bo dopiero wtedy będziemy mogli mówić z pełną dumą, że w Sieradzu mamy nawet fortepian firmy Steinway and Sons, a mało które miasto tej wielkości może się tym pochwalić. W takiej na przykład Zduńskiej Woli zielenieją z zazdrości.

A sam koncert, cóż półtorej godziny przeleciało niczym w muzycznym niebie. A mistrz Włodzimierz grał nawet sieradzkiego owijoka w opracowaniu wielkiego Witolda Lutosławskiego! Bisował trzy razy, ten światowej sławy skromny chłopiec z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Jakby tego było mało, niedziela była dla nas, bo tak może sobie zaśpiewać nasz rodzimy wirtuoz gitary, organizator ,,Muzyki w dawnym Sieradzu'', Romuald Erenc. Też skromny, ale jakżesz przystojny (tak oceniła dyrektora Sieradzkiego Centrum Kultury moja przyjaciółka Ewa z Rybnika, która bezwzględnie należała do najładniejszych i najzgrabniejszych kobiet ozdabiających salę szkoły muzycznej) młody mężczyzna. Na deskach Teatru Miejskiego wystąpiło bowiem gitarowo-kontrabasowe małżeństwo z Niemiec: Susan Weinert i Martin Weinert. Nazwać ich muzykę ,,klimatycznym jazzem'' to mało. Najlepiej posłuchać. Ja napiszę tylko, że to muzyka, która koi, wykonanie, które zachwyca wirtuozerią, a dzięki któremu czułem się prawie tak, jakby do Sieradza przyjechał sam John Mc Laghlin z żoną basistką, która gra lepiej niż mój znakomity kuzyn z Krakowa, Teofil Lisiecki z przesławnego Jazz Band Ball Orchestra. Wspominając tegoroczną ,,Muzykę w dawnym Sieradzu'' myślę sobie: kurcze, jakoś mi to nie brzmi – w naszym Pierdziszewie...?

LEK.

Połajanki i uwagi wszelkie przyjmuję; Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyDupa nie czarodziej

Do baru wchodzi mężczyzna i zamawia setkę czystej. Z kieszeni wyciąga naparstek, odlewa do niego trochę wódeczki, a z drugiej kieszeni wyjmuje małego, kilkucentymetrowego ludzika. Stawia go na barze i podaje naparstek. Barman patrzy na to zdziwiony:
- Panie, skąd pan takiego krasnala wytrzasną?
- Wie pan, byliśmy razem z kolegą Staszkiem w Afryce. Idziemy tam przez dżungle, idziemy i nagle widzimy jak tubylcy tańczą dookoła ogniska. A w środku koła taki wymalowany na kolorowo wywija grzechotnikami. I jak ty mu wtedy, Stachu powiedziałeś? Że on jest dupa a nie czarodziej?!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u