Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Smutne rocznice – bezmiar refleksji...

Smutne rocznice – bezmiar refleksji...

LEKKOSCBYTUKiedy się ma 60 lat coraz trudniej o radość z życia, ale jest to możliwe. Nawet wtedy, kiedy myślimy o śmierci i przemijaniu, a każdy człowiek ma takie chwile. Z wiekiem dopadają nas one coraz częściej... Czasem nachodzi refleksja; przecież żyjemy, nam się udało, a wielu bliskich, często od nas młodszych, już dawno nie ma wśród nas...

 

Zbyszek Misiak, którego wspominam nieustannie, miałby dzisiaj 57 lat. A nie ma Go z nami już lat 25! Kompletnie pijany kierowca przerwał 30 listopada 1990 Jego młode życie nagle, bo zazwyczaj tak się to odbywa. Mój kolega Andrzej Kopacki, który przeżył ten wypadek (w maluchu Zbyszka jechał on i kobieta), prawie nic z tego tragicznego zdarzenia nie pamięta! Zwłaszcza tego, kiedy ciężarówka uderzyła w autko i przycisnęła do bariery mostu na Warcie pod Sieradzem. Pamięta tylko, że wyszedł z ,,malucha'' przez okno. Ale już nie to, że blisko pięć kilometrów przeszedł w deszczu z rozwaloną głową. Śpieszył się, w domu czekali goście, bo przecież były Andrzejki... W domu najpierw dostał burę, że może pijany, że się spóźnił, dopiero kiedy wyjąkał co się stało, natychmiast odwieziono go do szpitala, gdzie zszyto mu ranę na głowie i gdzie spędził siedem dni. Kobiecie, która jechała na tylnym siedzeniu malucha, nic się nie stało. Zarówno ona jak i Andrzej byli przypadkowymi pasażerami, zabranymi przez Zbyszka na tak zwaną okazję. Okazało się, że była to koszmarna okazja – skrót na tamten świat. Przypadek, bo życiem rządzi przypadek... Taki tytuł nosi najlepszy, moim zdaniem, film Krzysztofa Kieślowskiego.

Ze Zbyszkiem Misiakiem stworzyłem Telewizję Osiedlową Sieradzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej (od 20 lat Telewizję Sieradz Studio Filmowe). Interes zaczął się kręcić właśnie wczesną jesienią 1990 roku, po kilku miesiącach działalności pojawiły się tak pożądane pieniądze, bowiem chcieliśmy zakupić sprzęt, wyposażyć jakiś lokal na studio. Nie udało się... Podobnie jak z Andrzejem Jaworskim, który dziś miałby 60 lat, a 40 lat temu ukończył renomowane Technikum Fotograficzne przy ul. Tamki w Łodzi. Dopiero za drugim razem dostał się do łódzkiej szkoły filmowej, na wydział operatorski. Także w stosunku do niego przypadek sprawił wejście w życiowy zakręt..., W 1980 roku musiał uciekać z PRL-u. Bynajmniej nie jako opozycjonista czy emigrant ekonomiczny. Raczej ofiara zemsty pewnego nauczyciela akademickiego z filmówki, który na alkoholowej imprezie pokłócił się z Andrzejem o dziewczynę. A w takich sytuacjach Andrzej nie był skory do żartów. Pan doktor dostał w pysk, że aż nakrył się kopytami, bo ,,Siwy'' był łagodny, ale silny i miał uderzenie rodem ze starego Sieradza, a konkretnie z Dominikańskiej, gdzie za Jego lat bardzo młodych niezmiernie przydawały się takie umiejętności... Pobity i upokorzony adwersarz poprzysiągł Andrzejowi zemstę. Jego sytuacja na uczelni nie była zbyt dobra, więc oznaczało to relegowanie z filmówki i pobór do wojska, którego Andrzej nie znosił. Wyprzedził ten ruch i sam zrezygnował ze szkoły z bólem serca, bo najbardziej ze wszystkiego w życiu pragnął być filmowcem. Z pomocą wielu życzliwych Mu sieradzan zdobył paszport, co w jego sytuacji było wyczynem ogromnym, wyjechał do Austrii, skąd inny sieradzanin, już szczęśliwy mieszkanie Republiki Federalnej Niemiec przeszmuglował Go w bagażniku samochodu do tej krainy szczęśliwości. Ze względu na obciążenie rodzinno - historyczne, Andrzej nie lubił Niemców. Cenił ich i na swój sposób szanował, ale nie znosił, więc marzył, żeby wyjechać do USA, gdzie w Hollywood, a jakże, z powodzeniem robił karierę jego bliski kolega ze szkoły filmowej, Piotr Sobociński. Byli w stałym kontakcie telefonicznym. Piotr mówił: - Andrzej, ucz się angielskiego i przyjeżdżaj do mnie, na początek będziesz u mnie szwenkierem, a potem... świat stanie przed nami otworem! Andrzej pilnie uczył się angielskiego i czekał, kiedy wreszcie zacznie robić filmy (w RFN był operatorem kamer telewizyjnych), bo przecież to było marzenie jego życia. Ale w 2001 roku Piotr zmarł nagle. Andrzeja załamała ta śmierć, choć nie dawał tego po sobie poznać. Wtedy zmienił plany; mówił, że chce jak najszybciej wrócić do Polski, a najlepiej do Sieradza, gdzie wspólnie mieliśmy prowadzić ,,małą firmę produkującą całkiem duże filmy...''. To miała być taka wcześniejsza, ale jakże zasłużona i twórcza emerytura Andrzeja. Nie wyszło. W 2003 roku rak trzustki upomniał się o mojego Przyjaciela, który kochał film, kobiety i Sieradz.

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyDupa nie czarodziej

Do baru wchodzi mężczyzna i zamawia setkę czystej. Z kieszeni wyciąga naparstek, odlewa do niego trochę wódeczki, a z drugiej kieszeni wyjmuje małego, kilkucentymetrowego ludzika. Stawia go na barze i podaje naparstek. Barman patrzy na to zdziwiony:
- Panie, skąd pan takiego krasnala wytrzasną?
- Wie pan, byliśmy razem z kolegą Staszkiem w Afryce. Idziemy tam przez dżungle, idziemy i nagle widzimy jak tubylcy tańczą dookoła ogniska. A w środku koła taki wymalowany na kolorowo wywija grzechotnikami. I jak ty mu wtedy, Stachu powiedziałeś? Że on jest dupa a nie czarodziej?!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u