Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Daj się zauważyć i zapamiętać

Daj się zauważyć i zapamiętać

LEKKOSCBYTUTo było na Festiwalu Piosenki Polskiej Opole' 1993. Przyjechaliśmy tam po raz kolejny z Rysiem Pietrzakiem, który był wtedy podstawowym kamerzystą Telewizji Osiedlowej SSM. Schodziliśmy z korony amfiteatru w kierunku kawiarenki z uroczym tarasem. Pod drodze spotkaliśmy chłopców z zespołu T.LOVE, którzy jak tylko nas zauważyli, przyglądali się nam z zaciekawieniem.

Widać było, że to zaciekawienie rośnie z każdym naszym krokiem. Kiedy byliśmy tuż, tuż, Muniek Staszczyk otworzył usta zdziwiony jakby chciał coś powiedzieć. Zastanawiał się, ale nie powiedział. Wtedy ja zagadnąłem: - Sieradz! - Aaaa, to tam, gdzie krowa zesrała się na scenie! - prawie wykrzyknął Muniek z ulgą. Rzeczywiście, tak było, ale to nie była krowa tylko byczek ważący jakieś trzysta kilogramów. Zwierzę zostało wypożyczone z gospodarstwa w Dąbrowie Wielkiej Państwowego Ośrodka Hodowli Zarodowej w Dębołęce. Przyczyną tego był jubileusz 70-lecia (???) Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Sieradzu, która była głównym sponsorem imprezy zatytułowanej Mlekomalia. Cykl tych imprez organizowałem od 1986 roku z Ireną Kostrzewską i Spółdzielczym Domem Kultury SSM, którego Irena jest dyrektorem do dzisiaj.

Wspomnieniom nie było końca, bowiem spędziliśmy wtedy z zespołem T.Love prawie trzy dni. To wydanie Mlekomaliów było największe. Antyalkoholowe zabawy rockowe zorganizowaliśmy bowiem w trzech miastach: w Wieluniu, Sieradzu i Łasku. Rozmach był możliwy tylko dlatego, że głównym patronem imprezy został pierwszy sekretarz KW PZPR w Sieradzu, Janusz Urbaniak. To był mój skuteczny pomysł, bowiem na dźwięk tego nazwiska otwierały się wszystkie drzwi i nikt nie odmawiał pomocy...

Bardzo czerwona legitymacja ,,Głosu Robotniczego'', dziennika Komitetu Łódzkiego PZPR (???) nie była dobrą przepustką na Festiwal Muzyków Rockowych w Jarocinie, gdzie po raz pierwszy znalazłem się w 1984 roku. Prośbę o akredytację wysłałem do Jarocina w ostatniej chwili, bo mój ówczesny szef, Ryszard Poradowski nie był przekonany do festiwalu i bynajmniej nie uważał tej imprezy za ważną dla polskiej kultury. Ja myślałem zupełnie inaczej, no i na wyjazd do Jarocina musiałem wziąć urlop. A że miałem kilkadziesiąt dni zaległego urlopu, nie było problemu z jego otrzymaniem.

Przyznam, że dość szybko stałem się rozpoznawalny dla organizatorów tej najważniejszej bodaj imprezy muzycznej w Polsce lat 80. Powody były dwa. Byłem znakomicie poinformowany o wydarzeniach związanych z festiwalem, bowiem przed konferencjami prasowymi odwiedzałem Komitet Miejsko-Gminny PZPR, gdzie sekretarz Marian (?) Michalak, odpowiedzialny ,,z ramienia instancji miejsko-gminnej za organizację festiwalu'', którego współorganizatorem był... Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej(!), szczodrze dzielił się za mną informacjami nawet o tym, co intrygującego działo się na polu namiotowym, gdzie mieszkało grubo ponad dziesięć tysięcy ludzi z całej Polski. Na konferencjach prasowych zadawałem zatem zaskakujące pytania (np. Co robił na festiwalu konsul ZSRR z Poznania? Oczywiście, otrzymałem odpowiedź, że nic takiego nie miało miejsca...), niekoniecznie dostawałem satysfakcjonujące mnie odpowiedzi. No i w identyfikatorze miałem fantastyczne zdjęcie. Z automatu fotograficznego, tzw. trzyminutówki. Zdjęcie zrobione wiosną 1975 roku w Lublinie, z włosami do ramion i z obfitą brodą. Mój wygląd na tej fotografii formatu legitymacyjnego pasował jak ulał do FMR! Szybko więc stałem się rozpoznawalny, co pomagało w nawiązywaniu najdziwniejszych kontaktów... Dziennikarz nie musi być kolorowym ptakiem, ale bywa, że powinien być zauważony. Mnie udawało się to całkiem dobrze. Myślę, że nadal tak jest.

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyZajączek niekoniecznie wielkanocny i...

Zajączek wchodzi do baru naburmuszony i mówi:
- Kto pomalował mój rower na zielono?
Po chwili wstaje niedźwiedź i mówi:
-Ja, bo co?
-Nic, nic, chciałem tylko zapytać, czy ta farba długo schnie?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u