Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony BAŃKA PRZECHODNIA, CZYLI JAK PĘDZIŁEM Z DZIAŁACZEM ,,S''

BAŃKA PRZECHODNIA, CZYLI JAK PĘDZIŁEM Z DZIAŁACZEM ,,S''

sieradzkie_peerelki2Łza mi się w oku zakręciła, kiedy szukając odpowiednio godnych butelek dla mojej świątecznej nalewki, znalazłem flaszkę finezyjnie piękną. I po zacnym trunku French Brandy Berville XO aż z Kanady. Dostałem ów napitek od Katarzyny i Andrzeja Olejników (pozdrawiam i przy okazji składam Andrzejowi spóźnione życzenia imieninowe), którzy za sprawą działalności opozycyjnej Andrzeja od blisko 30 lat mieszkają szczęśliwie w San Catharines, jakieś dwieście kilometrów od Toronto. I natychmiast miałem skojarzenie; w latach 80. ubiegłego wieku pędziłem bimber na sprzęcie destylacyjnym tego działacza NSZZ ,,Solidarność''! Ja, dziennikarz z gazety, dziennika – organu PZPR!

 

Taka była wtedy Polska i do tego była ,,ludowa''. Mało kto z moich znajomych w ten sposób nie poprawiał ,,błędów i wypaczeń'' gospodarki oraz uspołecznionego handlu, który nie radził sobie z kartkami na niemal wszystko. Zatem jeśli ktoś miał odwagę lub był skrajnie zdesperowany, kombinował sprzęt do destylacji i... KPN, czyli koniak pędzony nocą. Ale ani to był koniak, ani nie był pędzony tylko nocą, ale kiedy był w dyspozycji wspomniany sprzęt, cukier i trochę drożdży. Muszę przyznać, że miałem swoje patenty, które zrodziły się z przypadku, czyli braku takich składników, żebym mógł uzyskać pożądany smak trunku. Moim konsultantem był w tych sprawach magister inżynier rolnik po krakowskim ,,WySRolu'' (Wyższa Szkoła Rolnicza skrót ten oznacza), który miał w programie studiów różniste fermentacje i destylacje. Najważniejsze jednak, że był praktykiem i często pędził. Nawet z... leków, które nabywał, lub dla niepoznaki robili to dla niego znajomi, w sklepach ,,Herbapolu''. W tak zwanym odpędzaniu lekarstw trzeba było uważać szczególnie, bowiem ryzyko było i przed (bo po co komu czterdzieści opakowań specyfiku ziołowego na trawienie?) i po (każdy kto wiedział, jak weszliśmy w posiadanie takiego alkoholu, mógł nas wydać), a zwłaszcza w trakcie (co prawda, smród był mniejszy niż przy tradycyjnym zacierze, ale był...). Jurek mój kolega rolnik – bimbrownik z przypadku pędził też z różnego rodzaju owoców. I stąd mój patent wynaleziony w porze zimowej. Owoców w większej ilości wtedy nie miałem, ale przecież w piwnicy były kompoty, powidła i konfitury! Prosty przepis ,,1410'' (kilo cukru, cztery litry wody, dziesięć deko drożdży) wzbogaciłem o ,,roztwór owocowy'' z tychże wspomnień lata. Już po kilkunastu dniach zacier pachniał cudownie winem, zaś mniej więcej po miesiącu pędziłem zeń prawdziwy ,,winiak redaktora''!

Oj, gdybym tak przypomniał sobie listę zacnych dziś obywateli Sieradza, a wtedy młodych – spragnionych...? Byłaby to lista przebojów towarzysko-politycznych! Bo ze sprzętu Andrzeja korzystali i artyści, i działacze ,,S'', i PZPR, i ZSL, a nawet ci, co potem okazali się fanami Korwina-Mikke. Wtedy myślałem, że jest ich w Sieradzu trzech, ale teraz wiem, że było więcej. Tak, czy inaczej, zmieścili by się na dużej kanapie. Bardzo często używany sprzęt Andrzeja ulegał różnego rodzaju awariom. Przeciekał, a nawet wybuchał, co zdarzyło się... I tu nie mogę napisać u kogo, ale kuchnia w bloku była poważnie zdemolowana i o mały włos, a przyjechałaby straż i milicja. Gospodarz mieszkania wymyślił jednak na poczekaniu legendę dla sąsiadów, że wybuchła mu kuchenka turystyczna, którą testował przed urlopem. W lutym...

Na moich oczach od przeciekającej butli Andrzeja zapaliły się w kuchni zasłony i firanki w pierwszym mieszkaniu sieradzkiego poety, reżysera teatralnego i w ogóle artysty, Piotra Manycza, który też od jakichś 30 lat mieszka w Kanadzie. Było to w połowie lat 80., dzień jego imienin. Piotr pędził wtedy, o czym długo nie wiedzieliśmy, szybko dobierał i podawał trunek bądź jako zagraniczną brandy, bądź jako nalewkę swojego ,,udoju''. Cudem, niemal w ostatniej chwili zauważyliśmy, że w kuchni coś jest nie tak, choć w stołowym trwała zażarta dyskusja artystyczno-polityczna, w której pierwsze skrzypce grał gospodarz, ale dzielnie polemizował z nim jego teatralny uczeń, dziś znany aktor, Paweł Królikowski ze Zduńskiej Woli. Pożar ugasiliśmy, ale w znacznym stopniu straciliśmy zaufanie do sprzętu Andrzeja. Tak było i takie też są ,,komunistyczne,, doświadczenia alkoholowe ludzi z mojego pokolenia. Bimber łączył, choć politycznie byliśmy mocno podzieleni. Mocno, ale jakże inaczej niż teraz!

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. LEK

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyW kwestii loda mama zdania nie zmieni...

Rzecz dzieje się w supermarkecie. Kilkuletni Jaś patrzy łakomym wzrokiem w lodówkę z lodami:
- Mamo, ja chcę loda?
- Nie!
- Mamooo! Ale ja bardzo chcę loda!!!
- Powiedziałam nie i już! - matka pozostaje nieugięta.
Oczy Jasia kierują się więc na ojca. A ten zbolałym głosem stwierdza:
- Jak mama mówi, że loda nie będzie, to uwierz mi, zdania nie zmieni...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u