Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony WYCHOWANIE

WYCHOWANIE

sieradzkie_peerelki2"Kto nie słucha ojca, matki, ten słucha psiej skóry!''. To powiedzenie towarzyszyło mi od dzieciństwa i prześladuje do dziś. Może dlatego, że zdarzało mi się słuchać ,,psiej skóry'', czyli dostawać lanie? Bynajmniej nie wspomnianym przyrządem do bicia, który przed wiekami wyrabiano ponoć z psiej skóry ciętej w pasy.

Współcześnie nie bija się dzieci, bo takie mamy prawo, ale klapsa daje od czasu do czasu niejeden rodzic. Kiedyś było inaczej, stąd czerwony pasek na tyłku syna, który przyniósł do domu szkolne świadectwo, a ojciec zareagował... Z lat 80. ubiegłego wieku pamiętam zdarzenie ze Szkoły Podstawowej nr 10 w Sieradzu, gdzie pierwszym dyrektorem tej największej w województwie podstawówki był słynny nauczyciel i pedagog, Bolesław Zwoliński. Kiedy rozmawiałem z nim, zbierając materiał prasowy o problemach szkoły, do jego skromnego gabinetu wtargnął człowiek w wieku lat trzydziestu paru i od drzwi przepraszam, że tak nachodzi, ale był wezwany do pana dyrektora w sprawie syna. Osobnik był rozgadany, kapeńkę nietrzeźwy. - Panie Bolku – zaczął - ten mój synalek już się poprawi! Obiecał! A jak się nie poprawi, to niech pan go leje, nie patrzy. Może to coś da? Chociaż przypominam sobie, że pan mnie karał za rzadko, no i teraz mamy kłopot. W latach 70., w słynnym już wtedy Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Jagiellończyka była uczennica, ładna, zdolna, ale swawolna. Co jakiś czas podpadała tatusiowi. A ten miał drastyczny sposób dyscyplinowania córki. Nie bijał. Strzygł włosy, na krótko, czasem do samej skóry. Kiedy dziewczę chodziło po szkole w chustce, zorientowani wiedzieli; Ewa znowu narozrabiała...
Co ja tu będę opowiadał o innych. Też byłem karany, czasem bijany, tatuś stosował wobec mnie różne zakazy, nakazy i szykany. Za dwójki w szkole, za notoryczne kopanie piłki, za pyskowanie nauczycielkom, ze... Lista mogłaby być długa, oj, długa! Wspominam to z refleksją podobną do wspomnianego rodzica, który odwiedził dyrektora Bolka. Tatuś karał mnie zbyt rzadko i najczęściej nieskutecznie. A przecież był w tych sprawach fachowcem, nauczycielem.
Jedną z tych kar zapamiętałem na całe życie. Jako bodaj dziewięcioletni chłopiec, z nudów i z głupoty wykonałem na cembrowinie studni obok szkoły, gdzie wtedy mieszkaliśmy, dwa paskudne znaki. Była to ogromna swastyka namalowana białą kredą i równie okazały krzyż zakonu Najświętszej Marii Panny. W swojej bezgranicznej głupocie byłem dumny z dzieła. Kiedy ojciec zobaczył obrzydliwość, a były to wczesne lata 60., niechęć do Niemców w narodzie skutecznie podgrzewał Władysław Gomułka, film Aleksandra Forda ,,Krzyżacy'', wpadł w straszny gniew! Oczywiście, domyślił się, że to ja byłem autorem wspomnianych paskudztw. Ze strachu przyznałem się niemal natychmiast licząc, że kara będzie mniej surowa. Nie była. Lanie, jakie wtedy dostałem, opatrzone stosownym komentarzem, pamiętam do dziś. Już nigdy więcej nie używałem wspomnianych znaków.
Bywało jednak, że ojciec stosował bardzie wyrafinowane metody wychowawcze. Kiedy byłem beztroskim studentem pedagogiki na Uniwersytecie Łódzkim, chronicznie brakowało mi pieniędzy. Wydawałem je na książki i płyty gramofonowe, ale najczęściej na wiadome rozrywki. Czasem nie starczało mi na jedzenie. Pewnego razu, właśnie w takiej sytuacji, na pomysł napisania listu do rodziców z prośbą o pieniądze wpadł Waldek, mój ,,współspacz'', czyli kolega z pokoju w akademiku. Napisz, że nas okradli, żeby wyjątkowo przysłali ci parę złotych. Napisałem. Odpowiedź przyszła zadziwiająco szybko. W liście było tylko jedno zdanie: Synu, u nas też kradną!

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyTaki tam zbieg okoliczności...

Policjant zatrzymuje samochód, którym jadą trzy osoby: mąż i jego młoda żona oraz dziadek żony.
- Przepraszam, panie kierowco, poproszę pańskie dane, ponieważ jest pan tysięcznym kierowcą, który właśnie przejechał niedawno oddany do użytku odcinek tej drogi.
Firma budowlana, która drogę wykonała, ufundowała nagrodę pieniężną; tysiąc złotych dla tysięcznego kierowcy!
Zanim kierowca ochłonął, pojawił się reporter radiowy z pytaniem:
- Jeśli można wiedzieć, na co wyda pan te wygrane pieniądze?
Po chwili zastanowienia kierowca odpowiada;
- No cóż, chyba wreszcie zrobię prawo jazdy...
Na to jego żona: - Nie słuchajcie go panowie, on tak zawsze lubi głupio żartować kiedy za dużo wypije!
W tym momencie budzi się dziadek i widząc policjanta zauważa:
- A mówiłem, że skradzionym samochodem daleko nie zajedziemy...!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u