Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony

FELIETON PROWINCJONALNY O psie, który jeździł koleją…

FELIETONWszyscy, którzy ukończyli szkołę podstawową zapewne pamiętają opowiadanie Romana Pisarskiego „O psie, który jeździł koleją”. Pies miał na imię Lampo i de facto mieszkał na stacji kolejowej we włoskiej miejscowości Marttima. Ponieważ był bardziej rozgarnięty niż niektórzy nasi posłowie, ministrowie, burmistrzowie, prezydenci i wójtowie (podkreślam słowo „niektórzy”) chciał i umiał podróżować włoskimi kolejami.

 

LEKKOŚĆ BYTU? PATRIOTYZM Z PERSPEKTYWY PSIEJ KUPY

LEKKOSCBYTUKto ja jestem? Polak mały. Jaki znak mój? Ogolony łeb i pały! Czy dotyczy to także mnie i mojego pojmowania patriotyzmu? W pewnym sensie tak. W wojsku mówili o mnie: wy, podchorąży jesteście stuprocentowy Polak, jak spirytus; warchoł, luzak i pijus! Po części mieli rację. Bywało, oj bywało, że za ogrodzeniem koszar bawiłem najczęściej ,,na samowolnym oddaleniu'', czyli mówiąc po ludzku ,,na lewiźnie'', piłem, jak tylko było co wypić i nieustannie złośliwie komentowałem przełożonych, a zwłaszcza wydawane przez nich rozkazy.

 

Po czym poznać prawdziwego mężczyznę

REALMANGrzeczność nie jest nauką ani łatwą, ani małą – pisał wieszcz w „Panu Tadeuszu”. To niewątpliwie prawda. Ale wydaje się, że polityka jest sztuką jeszcze trudniejszą. Czyli - inaczej mówiąc – powinni brać się za nią ludzie zaprawieni w politycznych bojach, a jednocześnie mądrzy, mający wizję rozwoju sytuacji w przyszłości. W przeciwnym razie: „wam – „politykom” – kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”, mówił Piłsudski po powrocie z Magdeburga.

 

Zgubne skutki buszowania w Internecie

kompWbrew pozorom historia ta wydarzyła się naprawdę. Miała miejsce w jednym z większych miast województwa łódzkiego. A było to tak. W ośmiopiętrowym ,,wieżowcu'', w dwu skrajnych klatkach schodowych mieszkały dwie pary. Jedna stanowiła wieloletnie już małżeństwo, druga – żyła, jak to się kiedyś mówiło - „na kocią łapę”. Dzisiaj używa się bardziej eufemistycznego określenia „pozostawała w związku nieformalnym”. Ponieważ obie pary dzieliły mieszkania i łoża od lat, więc nie obywało się bez problemów, jak to w każdym stadle bywa. Im związek trwa dłużej, tym trudności we współżyciu pojawia się zazwyczaj więcej.

 

LEKKOŚĆ BYTU? KAMIENNE DOMY NA CMENTARZACH

LEKKOSCBYTUWizyty na cmentarzach nigdy nie są dla mnie przyjemne. Pewnie dlatego nie lubię dnia Wszystkich Świętych, nie lubię listopada, bo smutny to miesiąc, zimny miesiąc, preludium zimy, która od pewnego czasu kojarzy mi się ze śmiercią. Nie był też przyjemny spacer w lutowy wieczór 1979 roku przez cmentarz w Ustrzykach Dolnych. Choć cel przechadzki przyjemny był: wraz ze Zbyszkiem Antczakiem, moim bełchatowskim kolegą ze Zgierza (serdecznie pozdrawiam Cię Zbyszku!) szliśmy przez cmentarz po... piwo, bo to była najkrótsza droga do baru ,,Niedźwiadek''. Co tam robiliśmy? Byliśmy na obozie wypoczynkowym w Bieszczadach i dobrze się bawiliśmy, choć czas był wyjątkowo podły.

 

LEKKOŚĆ BYTU? WOJEWÓDZKI I KTO NASTĘPNY?

LEKKOSCBYTURaz w życiu naprawdę bałem się po telefonicznych groźbach ,,czytelnika''. Działo się to na początku lat 90. XX wieku, kiedy byłem dziennikarzem ,,Wiadomości Dnia''. Razem z Jurkiem Barskim (serdecznie pozdrawiam), dziś dyrektorem departamentu informacji i promocji Ministerstwa Edukacji Narodowej, napisaliśmy wstrząsający tekst o morderstwie byłego funkcjonariusza Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Sieradzu, który – jak się później okazało – zgwałcił młodego człowieka, sprawcę zabójstwa.

 

Niczego nie obiecuję…

kandytaci„Niczego nie obiecuję, słowa dotrzymam”. Z takim to hasłem szedł do wyborów jakiś czas temu jeden z kandydatów na zaszczytną funkcję prezydenta Sieradza. Niestety, nie udało mu się spełnić nawet takiej obietnicy wyborczej bowiem wybory przegrał. A może szkoda, bo prawdopodobnie był to jedyny kandydat, który w czasie kampanii wyborczej mówił prawdę.

 

LEKKOŚĆ BYTU? OD WIELKIEJ DO CZARNEJ PŁYTY

LEKKOSCBYTUKiedy miałem dziewięć lat nasza pani od polskiego (pozdrawiam z tego miejsca moją pierszą nauczycielkę ojczystego języka, panią Henrykę Swojnogowską), zadała nam wypracowanie na temat, jak wyobrażamy sobie życie w roku 2000. Dzieci z nadwarciańskich wiosek miały sporo wyobraźni. Pisaliśmy o domach piętrowych aż do nieba, syntetycznym jedzeniu, które smakuje jak prawdziwe, robotach trzepiących za nas dywany i biegających po zakupy, no i o latajacych pojazdach, takich latających dywanach, które błyskawicznie przenosić nas będę z miejsca na miejsce, kiedy już będziemy mieli po 45 lat.

 

LEKKOŚĆ BYTU? NA KOLANACH PRZED KAZIMIERZEM GÓRSKIM

LEKKOSCBYTUTo jedyny Polak, który wśród rodaków nie wywoływał i nie wywołuje nienawiści! Kazimierz Górski był bowiem uosobieniem taktu i sukcesu. Skromny, pracowity, z ogromnym wyczuciem trenerskim. Jedyny Polak odznaczony Rubinowym Orderem Zasługi, najwyższym odznaczeniem UEFA! Tylko w polityce Panu Kazimierzowi nie wyszło. Namówiony przez chcących wykorzystać Jego znakomite nazwisko, bez powodzenia startował w 1991 roku do senatu z listy Zjednczenia Chrześcijańsko-Narodowego (!), a w 1993 roku do sejmu, jako członek Polskiej Partii Przyjaciół Piwa (!!!), ale z listy Samoobrony RP. I pewnie lepiej dla Niego, że nie został wybrany.

 

LEKKOŚĆ BYTU? ANI SŁOWA O FUTBOLU

LEKKOSCBYTUBociek na żaby, reszta na grzyby – to najkrótszy komentarz cisnący się na usta po meczu Mistrzostw Europy w piłce siatkowej z Francją! Złośliwie dodam – Anastasi na prawdziwe makaroni aldente! Wstyd, wstyd tak przegrywać, wstyd mówić, że to była... taktyczna porażka, aby uniknąć Rosjan w drodze do ćwierćfinału. Przecież dla naszych siatkarzy to tak, jak wybór kary śmierci przez ścięcie gilotyną lub zawiśnięcie na stryczku. Bułgarskim stryczku. Oczywiście, chciałbym się mylić tak bardzo, że okaże się: zdobywamy medal tych mistrzostw!

 
Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyPrzygoda księdza z nastolatką

Przez miasto jedzie zatłoczony tramwaj.
Nagle motorniczy gwałtownie hamuje. Atrakcyjna nastolatka traci równowagę i z impetem wpada na księdza, który siedzi obok niej.
Tak niefortunnie, że siada mu na kolanach.
Po chwili zdumiona spogląda na kapłana i z podziwem i mówi:
- Ho, ho, ho, proszę księdza...!
- To nie jest żadne ho ho ho, tylko klucz od zakrystii..

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u