Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Piłem spirytus z Afgańczykami

Piłem spirytus z Afgańczykami

sieradzkie_peerelki2Afgańska tragedia, którą tym razem wywołali Amerykanie, a my razem z nimi, nieoczekiwanym wyprowadzeniem wojsk z kraju kwitnących maków, konopi indyjskich i sam Allah nie wie czego jeszcze, wywołała u mnie sentymentalne wspomnienia sprzed 45 laty. To wtedy, w Dzień Kobiet, piłem spirytus na jednym z korytarzy ,,Małpiego gaju’’, bo tak nazywano akademik i studium języka polskiego przy ulicy Kopcińskiego w Łodzi.

 

Pierwszym obcokrajowcem poznanym bliżej przeze mnie podczas studiów i czteroletniego pomieszkiwania na słynnym osiedlu Lummumbowo, była Afganka o nordyckim imieniu Nasrin, Dzika Róża. Dość urodziwa i bardzo silna fizycznie, kiedy przytulała mnie w tańcu, traciłem oddech. Cóż, nie można było wówczas powiedzieć o mnie ,,kawał chłopa. Przy wzroście 180 centymetrów ważyłem najwyżej 64 kilogramy, a po ciężkiej anginie, w lutym 1976 nawet 54, co sprawiło, że na komisji wojskowej dostałem kategorię B, czyli ,,niezdolny do czynnej służby wojskowej na czas określony przez komisję’’. Co oznaczało, że nie trafię do czołgów, marynarki, czy czegoś w tym rodzaju. Trafiłem do ,,czerwonych pająków, czyli do Szkoły Oficerów Rezerwy w Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych w Łodzi!
Ale Afgance podobałem się; czarne, długie włosy do ramion, czarna broda. Wyglądałem niczym młody bojownik islamski, czyli dżihadysta. Oczywiście Nasrin opowiadała, że jest córką Afgańskiego księcia, który ma tyle baranów i kóz, że trudno zliczyć. Zatem mogłem oczekiwać na duży posag! Nasrin garnęła się do mnie, ja do niej jakby mniej. Chętnie słuchałem jej opowieści o pięknym, skomplikowanym Afganistanie, gdzie nie wiadomo czyja ziemia się zaczyna, a która kończy. No i wszystkie plemiona są równie waleczne, więc Afganistan jest od wieków w stanie permanentnej wojny. Wrócimy jednak do dnia kobiet. Wydarzenie celebrowane było wyjątkowo. Studenci z kilku krajów przygotowali słowno-muzyczne i taneczne programy. Domyślałem się, że o kobietach, bo najczęściej zwracali się właśnie do nich.
Kiedy po po zakończeniu części artystycznej udaliśmy się na przerwę, Afgańczycy szukali spokojnego miejsca, z dala od innych uczestników tej zabawy. Wreszcie przysiedliśmy na parapecie jednego z korytarzy, Najstarszy z Afgańczyków wyjął z kieszeni butelkę z białą przeźroczystą cieczą i dwie szklanki. Zaczęli ode mnie. Przygotowany, że będzie to coś wyjątkowego. I było, ale spirytus jakoś przełknąłem. Afgańczycy przyjęli to z uznaniem, polewali sobie, a potem dziewczynom, które raczej musiały tak mocny trunek popijać. W trakcie konsumpcji Afgańczycy wychwalali nasz piękny kraj i urodę Polek. Byli ujmująco grzeczni. Widać, że to chłopcy z dobrych domów, ale nie na tyle bogatych, żeby studiować we Francji, Szwajcarii czy USA. Na pytania, czy tęsknią za Afganistanem, odpowiadali wymijająco, bo przecież jeszcze studia i nie wiadomo co potem. Sprawiali jednak wrażenie zafrasowanych, bo przecież ich ogromny kraj w dużej części okupowali już Rosjanie. Jak widać, amerykanów niewiele nauczyła radziecka lekcja. W Afganistanie zginęło ponad 22 tysiące ich żołnierzy, przy tym nasze straty są niewielkie – 22 ludzi. Wojna nadal będzie tam się tliła, by co jakiś czas wybuchać płomieniem. A ja zapamiętam Afgańczyków jako spokojnych, rozważnych ludzi, którzy mają niezwykle skomplikowaną religię i ojczyznę gdzieś na krańcu świata.

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipy

 

 

 

 

 

 

 

"Dobranoc, przystojniaku!"

Pewien facet chciał przenocować w hotelu, ale wszystkie pokoje były zajęte.
- Może ma pan jednak jakiś wolny pokój, albo chociaż jakieś łóżko? Mogę spać gdziekolwiek - poprosił recepcjonistę.
- No cóż, mam dwuosobowy pokój w którym mieszka tylko jeden facet i prawdopodobnie byłby zadowolony ze współlokatora, bo to obniżyłoby mu koszty. Ale prawdę mówiąc, on chrapie tak głośno, że skarżą się na niego nawet lokatorzy z sąsiednich pokoi, tak więc nie wiem, czy będzie pan zainteresowany.
- Nie ma sprawy, wezmę ten pokój.
Następnego ranka recepcjonista pyta faceta:
- Jak się panu spało?
- Lepiej niż kiedykolwiek.
- A co z chrapaniem, nie przeszkadzało panu?
- Nie, natychmiast go uciszyłem.
- W jaki sposób?
- Już leżał w łóżku, kiedy wszedłem do pokoju. Przechodząc pocałowałem go w policzek i powiedziałem "Dobranoc, przystojniaku!", a on obserwując mnie, nie zmrużył oka przez całą noc!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u