Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Sylwestrowych wspomień czar...

Sylwestrowych wspomień czar...

sieradzkie_peerelki2Dopiero w wieku zwanym poważnym zacząłem inaczej traktować ostatni dzień i ostatnią noc roku, zwaną Sylwestrem od imienin przypadających właśnie 31 grudnia. Jak? W sposób podobny do tego, jak sentymentali ludzie patrzą na znikający ostatni wagon pociągu, którym odjechał przed chwilą ktoś bliski. Od jakiegoś czasu ostatnie, a nawet pierwsze dni roku są dla mnie strasznie smutne, ponieważ uświadamiają mi nieunikniony upływ czasu. Chciałbym być młodszy lub przynajmniej nie starzeć się, a tu nie ma – czas zasuwa jak szalony... I tej właśnie sylwestrowej nocy uświadamia nam to najbardziej, bo na liczniku zmieniają się cyfry.

 

Nie zawsze jednak tak było. Zupełnie niedawno (chyba jednak wydaje mi się...) byłem swawolnym Dyziem, który w wiadomym miejscu miał upływ czasu. No i balownikiem, bowiem od mniej więcej szesnastego roku życia niemal wszystkie sylwestrowe noce spędzałem na prywatkach (zwanych dziś domówkami), balach lub innych sylwestrowych balangach. Wiele z nich zapadło mi w pamięć, ale najbardziej dwie.

Była sylwestrowa noc na przełomie 1971 i 1972 roku. Mieszkałem we wsi Włyń z moimi ukochanymi rodzicami i nieletnią siostrą. Mieszkanie nasze na parterze tamtejszej szkoły podstawowej było szkolną stołówką, która tak naprawdę... nigdy nią nie była, bowiem przerobiono ją na mieszkanie dla nauczycieli. Ponieważ od wczesnej młodości otaczałem się grupką kilku ciekawych przyjaciół, dwóch z nich, Sławomir N. oraz Bogdan Z. (obaj z Łodzi, z Bałut) gościło w ten feryjny czas u nas w domu. Na sylwestrową noc nie mieliśmy planów. Gdy przyszedł wieczór, słuchaliśmy muzyki zwanej bigbitową i cieniutko popijaliśmy ,,lepsze'' wino, ,,Gellala'' (?) import z Tunezji, wtedy jakieś 38 zł butelka, kiedy wino marki ,,Wino'' kosztowało, bagatela, 19.50 zł i dlatego było dobre. Zrobiło się nudno, a wtedy przypomniało mi się, że Karol, starszy kolega z tej samej wioski zapraszał nas na prywatkę w domu rodziców. Moim kolegom nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zabraliśmy ze sobą dwie butelki wina, niestety, tego za 19.50 i kilkanaście analogowych płyt z bigbitem (właściwie big beatem). Kiedy dotarliśmy do Karola, towarzystwo było już bardzo pijane i nie bardzo nam chętne, ponieważ tak się zdarzyło, że na tym ,,sylwestrze'' panowie byli bardziej liczni od pań. Niektórzy wręcz sugerowali, abyśmy wyp.... Uratowały nas płyty, a właściwie jedna, i piosenka, teraz dla mnie najbardziej chyba sylwestrowa. Ta płyta to ,,Na drugim brzegu tęczy'' ,,Breakatów'', zaś kultowy dla mnie i moich kolegów utwór nosi tytuł ,,Po ten księżyc złoty''. Piosenka śpiewana przez Mirę Kubasińską i Tadeusza Nalepę, a właściwie żart muzyczny, trwa 42 sekundy. Pasuje jak ulał do wszelkich balang totalnych, gdzie jednak utrzymywany jest pewien poziom kultury. Na wspomnianej prywatce kawałek ten graliśmy jakiś trzydzieści razy...

Ów poziom kultury sięgnął podłogi podczas Sylwestra 1976/77 w VII Domu Studenta Uniwersytetu Łódzkiego przy ul. Rodzeństwa Fibaków 3. Ową noc spędzałem w towarzystwie Kazika F., mojego serdecznego do dziś przyjaciela, i dwóch uroczych koleżanek, z których jedna była wtedy (jak to się nazywało) moją dziewczyną. I na tej prywatce zrobiło się nudno, ale jakoś tak już grubo po północy. W klubie ,,Zaścianek'' nic się nie działo, więc nie można było zejść na dół, na piętrze, czy w ogóle u znajomych w tym akademiku jakoś nie było imprez żeby się zintegrować, nuda... Z ulgą więc przyjęliśmy pukanie do drzwi. Nocnym gościem okazał się Jurek z psychologii. Wszedł zafrasowany oświadczając, że owszem, wypije jednego, ale później, bo ma przykry problem. Otóż po drobnej kłótni jego dziewczyna zamknęła się w pokoju, nie reaguje na pukanie, a klucza zapasowego nie ma w portierni, bo właśnie ona go zabrała. Okoliczności wskazywały więc na próbę samobójstwa. Rączo ryszyliśmy z pomocą. Żaden inny klucz nie pasował, pukanie, ba, walenie w drzwi nie dawało rezultatów. W końcu Kazik, jako człowiek z politechniki, więc techniczny, wykombinował, że innej rady nie ma, trzeba wypchnąć drzwi. Decyzję przyśpieszyła woda, która zaczęła wylewać się z zamkniętego pokoju na korytarz. Pomyśleliśmy, że dziewczyna nie dość, że się otruła., czy powiesiła, to jeszcze chce się utopić. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy po wtargnięciu do pokoju zobaczyliśmy w sztok pijaną panienkę rozłożoną na łóżku oblanym wodą. W tej wodzie pływała... elegancka damska kupa. Dyskretnie opuściliśmy pokój zostawiając zakochaną parę sam na sam...

ZAMIAST NOWOROCZNYCH ŻYCZEŃ

Słońce zaszło odpowiednią ilość razy

No i wzeszło tyle samo razy też
Już się pewnie nic takiego nie wydarzy
Żeby wiedzieć lub nie wiedzieć chcieć
Taki dzień jest jeden raz do roku
Kiedy życzeń przyjmujemy moc
Powtarzamy słowa; zdrowie, spokój
A to przecież taka smutna noc...
Bo i przeszło i minęło bezpowrotnie
Bo ktoś odszedł i nie wróci już
I sąsiadki nie ma w tamtym oknie
Na niedźwiadku znowu wyblakł plusz
Tak być musi i tak będzie nieodmiennie
Póki my jesteśmy, my cierpimy i kochamy
Słońce znowu jutro wzejdzie
Życzmy sobie, żeby także z nami...
Tego życzę wszystkim zaglądającym do siewie.tv!

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipySynku, jak mogłeś...

Matka strasznie beszta syna, który wybrał się do klubu ze striptizem.
- Jak mogłeś! To straszne, to obrzydliwe! Pewnie widziałeś tam rzeczy, których nie powinieneś zobaczyć!
- Tak. - odpowiada syn - Widziałem tam ojca!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u