Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony O TYM, JAK KOLEJKA W KOMITETOWEJ STOŁÓWCE OSŁABIAŁA SOCJALIZM

O TYM, JAK KOLEJKA W KOMITETOWEJ STOŁÓWCE OSŁABIAŁA SOCJALIZM

sieradzkie_peerelki2Czy w czasach PRL-u trudno było być odważnym dziennikarzem? I tak, i nie. Wszystkie zależało od tego, w jakim czasie PEEREL-owskim rzecz się działa, co oznacza, że im dalej w PRL, tym odwaga taniała, ale rozum wcale nie drożał. Przynajmniej w przypadku niektórych dziennikarzy.

 

Bardziej odważnym można było być już za towarzysza Eda, jak to niektórzy nazywali Edwarda Gierka, imiennika sali gimnastycznej, którą tak mozolnie budował aż zbudował niegdyś ważny towarzysz, później z woli ludu senator, a obecnie handlowiec zagraniczny, Jerzy Pieniążek. Kiedyś, a było to na początku lat 90., zostało trochę cegły z wypału poczynionego ze szwagrem, no i tak to powstała cenna inicjatywa budowy sali w Waszkowskiem. Jurkowi chwała za to, bo sala - zbudowana przez firmę mojego przyjaciela, Kazika Frycie - piękna i bardzo tam przydatna!

Jeszcze bardziej odważnym można było być w latach 80. Dziennikarz, zwłaszcza prasy partyjnej (a prawie każda była wtedy mniej lub bardziej partyjna) mógł sobie pozwolić wówczas na dwa rodzaje odwagi: na tzw. ekstremę i na mało szkodliwego głupka. Oczywiście, w oczach towarzyszy decydentów, od których zależało życie, nie tylko zresztą zawodowe, dziennikarza. Pierwszy rodzaj polegał na tym, że taki odważny szaleniec (taka była np. jedna z obecnych liderek PO, red. Iwona Śledzińska-Katarasińska, która swoje w 1968 roku pisała, ale w 1981 zdobywała się już na taką niesamowitą odwagę, krytykując pryncypialnie i bez opamiętania m.in. budowle socjalizmu w Sieradzu, czyli gmachy KW MO i Urzędu Wojewódzkiego), że doprowadziło ją to nie tylko do utraty pracy w mniej już wtedy partyjnym ,,Głosie Robotniczym’’, ale także do tzw. internowania, gdzieżby indziej, w Zakładzie Karnym w Sieradzu) pisał poważnie, odważnie i nie liczył się z konsekwencjami. Pisanie na mało szkodliwego głupka, czy takież zachowywanie się, było mniej szkodliwe dla tak kontestującego socjalizm od czasu do czasu, gdyż częstsze pozwalanie sobie na to groziło Tworkami, Wartą lub w najlepszym razie etykietą idioty bez pomocy szpitala.

Nie był nim bynajmniej red. Jerzy Witaszczyk, jeden z najlepszych sieradzkich dziennikarzy w historii tego zawodu, obecnie felietonista ,,Dziennika Łódzkiego'’. Nie był, choć czasami zachowywał się absolutnie niekonwencjonalnie, na co mógł sobie pozwolić choćby dlatego, że przez całe niemal lata 80. był sieradzkim korespondentem najważniejszego medium socjalizmu, czyli TVP. Gdzieś tak pod koniec ,,polskiego karnawału’’ (sierpień’80 – grudzień’81) Jurek pozwolił sobie na komentarz do kolejki, która w okolicach godziny 13. wiła się w stołówce KW PZPR w Sieradzu. I to nie dlatego, że obiadów mogło zabraknąć (wszędzie, ale nie w takiej stołówce), ale przez to, że kto pierwszy, ten lepszy - mógł zjeść wartościowszy kalorycznie obiad np. schabowego z kapustą, a nie ,,przegląd tygodnia’’, czyli mielonego z zasuszonym ogórkiem. Frekwencja towarzyszy była o wspomnianej porze niemal stuprocentowa, na co Jurek zareagował mniej więcej tak: - Wy tu w kolejce po obiad stoicie i czas marnujecie, a tam u góry (stołówka znajdowała się w najniższej kondygnacji gmachu) ludzi pracy nie ma kto załatwiać! Oburzenie było duże, skarga do red. Michała Walczaka (ówczesny szef ośrodka TVP w Łodzi) poszła i… Po latach nawet Jurek już tego dobrze nie pamięta...

Natomiast ja pamiętam, kiedy zabrałem głos w podobnej sprawie podczas spotkania mediów woj. sieradzkiego z sekretariatem KW PZPR, z I sekretarzem, Januszem Urbaniakiem na czele. Była to tak nudna posiadówka, że w zasadzie nic nie zostało mi z niej w głowie oprócz tego, że wyrwałem się w dyskusji (fatalnie, bo głos nie był uzgodniony z kierownictwem redakcji ,,Nad Wartą’’, której byłem wtedy dziennikarzem) tak na głupka właśnie. Zapytałem otóż, czy nie można by coś było zrobić z tym, że zdecydowana większość towarzyszy w KW nie pracuje w okolicach godziny 13., tylko wyczekuje na obiad. – A przecież – gawędziłem – bywa, że jakiś interesant z daleka ma autobus i nie może czekać aż ten, czy inny towarzysz się naje, więc warto zorganizować to tak, żeby chociaż jedna osoba z wydziału nie wychodziła o tej porze do stołówki? Zafrasowany tow. Urbaniak z kwaśną miną odpowiedział, że zna problem i wkrótce zostanie on rozwiązany. Po zakończeniu spotkania podszedł do mnie nieżyjący już red. Kazimierz Zygmunt, wówczas korespondent PAP w Sieradzu, a wcześniej m.in. współzałożyciel Rozgłośni Polskiego Radia w Olsztynie, dyrektor Wytwórni Filmów Oświatowych w Łodzi i zastępca dyrektora Teatru Wielkiego w Łodzi. Zafrasowany pogratulował mi odwagi i z troską w głosie powiedział: - Oni ci tego nigdy nie zapomną! Rzeczywiście, niektórzy nie zapomnieli do tej pory…

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipySynku, jak mogłeś...

Matka strasznie beszta syna, który wybrał się do klubu ze striptizem.
- Jak mogłeś! To straszne, to obrzydliwe! Pewnie widziałeś tam rzeczy, których nie powinieneś zobaczyć!
- Tak. - odpowiada syn - Widziałem tam ojca!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u