Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Lekkość bytu?

Lekkość bytu?

ŻYCIE WAM TEGO NIE WYBACZY

Żyję dostatecznie długo żeby wiedzieć, iż demokracja polega na powszechnym uczestnictwie. Ze szwagrem, czasem mniej, czasem bardziej ukrytym wielbicielem narodowej prawicy, od lat w zasadzie nie dyskutuję o polityce. Z prostej przyczyny; szwagier nie chodzi na wybory. A ja twierdzę, że ktoś, kto nie uczestniczy w akcie wyborczym, nie korzysta z jednego z najważniejszych praw obywatelskich, może sobie dyskutować o polityce Wybrzeża Kości Słoniowej co najwyżej lub o polityce swojej żony wobec siebie!

Na polityce, oświacie i piłce nożnej prawie wszyscy Polacy się znają. Dziwne, że w tych wszystkich dziedzinach życia mamy się nienajlepiej. Dlaczego, pyta mnie znajomy ,,z okolic Palikota'', społeczeństwo, które utrzymuje tyle kościołów, nie może zapewnić takiej liczby przedszkoli, aby opieką i edukacją przedszkolną objąć 90 i więcej procent dzieci? Dlaczego to społeczeństwo potrafi zapalić na ulicach miliony zniczy w rocznicę śmierci JP II, ale już sprzątaniem muszą zająć się firmy, wynajęte za podatki tegoż społeczeństwa? Takich pytań można stawiać wiele. I choć kłopot z odpowiedziami był i będzie, trzeba je stawiać.

Dla lepszego funkcjonowania demokracji przydałoby się więcej o niej wiedzy dla tych najmłodszych, bo większość starszych obywateli i tak tej wiedzy nie przyswoi, ponieważ na ogół ma własne pojęcia o tym niedoskonałym-najlepszym (?) ustroju społecznym. Więcej wiedzy o konstytucji, o prawie, o funkcjonowaniu państwa, no i samym wybieraniu wybrańców narodu. Nawet kosztem lekcji religii, nawet kosztem lekcji matematyki, czy historii, chociaż w przypadku historii można tę wiedzę efektywnie połączyć. Zanim obywatel wrzuci do urny kartę do głosowania, musi wiedzieć po co to robi i jakie to niesie konsekwencje, nie tylko w postaci kilkanastu tysięcy złotych na głowę wybrańca, aby przynajmniej on, jego rodzina, znajomi i towarzysze partyjni żyli lepiej i dostatniej.

Człowiek uzbrojony w wiedzę o demokracji na pewno zastanowi się, na kogo warto głosować, będzie bardziej odporny na wyborczą propagandę, czyli łatwiej mu będzie zrozumieć, że gruszek na wierzbie nie wyhoduje nawet Miczurin. Korzyści z takiej edukacji byłby ogromne, ale – póki co – wybrańcy narodu nigdy nie zdecydują się na taką reformę systemu edukacji. Dlaczego? Tak oświeceni obywatele nie wybraliby prawie żadnego z nich do koryta!

Proszę sobie wyobrazić, czy ktokolwiek z lepiej uświadomionych zagłosowałby na byłego sekretarza PZPR w Sieradzkim Kombinacie Budowalnym? Na dodatek byłego ,,grabarza'' ZPS ,,Polmos'' w Sieradzu, gdzie pełnił kilka funkcji; był między innymi zastępcą i komisarzem zarządzającym tą upadającą przez kilka lat firmą. Jakby w nagrodę za wcześniejszą pracę, partia (w tym przypadku jak najbardziej sukcesorka PZPR) uczyniła tego działacza wicestarostą sieradzkim.

Czy biegły w demokracji zagłosowałby na posła rządzącej partii, młodego człowieka, który drugi raz dopycha się do koryta? A kilka miesięcy temu ocierał się o łamanie prawa, promując się na wielkich bilbordach (uwaga!!!) informacją, że udziela porad prawnych. Kiedy wybory tuż, tuż, każdy poseł staje się bardziej usłużny wobec wyborców, a co cwansi robią z tego kampanię zanim ta zostaje zgodnie z prawem ogłoszona. Tak zrobił wspomniany młody-zdolny, oferujący porady prawne. Czy i takie, jak omijać prawo lub je naciągać dla własnych korzyści?

Jak mówi pani Nora Grochowska, psycholog (powinienem napisać psycholożka, ale to określenie nie podoba mi się tak samo jak pilotka, czyli kobieta pilot), autorka Programu Edukacji Psychologicznej; ,,MEN proponuje dzieciom wiele pożytecznych i ciekawych rzeczy, z wyjątkiem wiadomości o nich samych. W podstawie programowej nie ma ani słowa o tym, jak działa człowiek, jak radzić sobie z emocjami, ze stresem, z kolegami, z nauczycielami. A przecież edukacja psychologiczna umożliwiłaby nauczycielom spełnienie większości zadań, których wymaga ministerstwo''. Z taką wiedzą czasem łatwiej żyć. Wiem coś o tym, bowiem jako absolwent kierunku studiów, który nazywał się pedagogika szkolna, zdawałem egzamin u samego prof. Stanisława Gerstmanna!

Już jakieś trzydzieści lat temu wiedziałem, że naprawianie świata i ludzi jest robotą przypominającą zawracanie Wisły kijem. Między innymi dlatego nie poniosłem ,,kaganka oświaty'' (zwanego też kagańcem) i nie trafiłem do szkoły (głupi, byłbym już dawno emerytem) jako podagog, tylko do gazety, jako dziennikarz. Przyznam się, że jednak próbowałem od czasu do czasu ludzi naprawiać (jakoś najtrudniej było mi zacząć od siebie). Ustałem w tych działaniach niemal całkowicie, po kilku dotkliwych porażkach. Wtedy powiedziałem sobie dość! Niedługo potem przyszła refleksja, że jednak próbować trzeba. Choćby po to, żeby zasłużyć na miano człowieka i chrześcijanina. Więc nadal próbuję i... mam marne rezultaty. Ot, choćby z tzw. blokersami w miejscu, gdzie mieszkam. Próbuję to robić po swojemu, więc napisałem czterowiersz, który z prośbą o działanie w samoobronie, recytuję niektórym sąsiadom i... każdemu księdzu przychodzącemu do mnie z kolędą:

Na klatce stoją stacze

I robią z klatki sracze

Pamiętajcie rodzice staczy

Życie Wam tego nie wybaczy!

LEK.

Połajania i polemiki odbieram: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj



Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyKiedy przychodzi Matka Boska...

Na religii dzieci uczą się o Matce Boskiej.
- A do mojej mamy Matka Boska często przychodzi w nocy - chwali się Stasiu.
- Jak to możliwe? - pyta katechetka.
- Jak idziemy spać i gasimy światło, to po jakimś czasie mama woła: O Matko Boska, znowu ty?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u