Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Czarno-białe studniówki mojej młodości

Czarno-białe studniówki mojej młodości

sieradzkie_peerelki2We wspomnieniach wydaje mi się czasem, że moja młodość w PRL-u była czarno-biała. Kolorowo nie było, ale zupełnie szaro też nie, o co dbaliśmy szczególnie siermiężne dzieci-kwiaty najweselszego baraku systemu. Staraliśmy się ubierać kolorowo, co w szkole było zakazane. Dlatego studniówki mojej młodości są czarno-białe, jak filmy dokumentalny z czasów, które dawno minęły.

Moja pierwsza studniówka zdarzyła się w 1973 roku w Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Jagiellończyka w Sieradzu, którego byłem swawolnym uczniem. I nie była ,,moja'' tylko rocznika 1954. Znalazłem się na tym balu, że tak powiem, ,,z klucza''. A ten był taki, że szkoła ta, jak wszystkie ,,ogólniaki'', była mocno sfeminizowana, więc na czas studniówek ,,wypożyczano'' chłopców z czwartych klas Technikum Mechanicznego w Sieradzu, zwanego do dziś ,,Mechanikiem''. Zapraszano też uczniów klas trzecich z naszego liceum, ale zazwyczaj tylko tych, którzy nie podpadali złym zachowaniem, czy marnymi ocenami.

Tak to właśnie znalazłem się na tym balu z trzema bodaj kolegami z klasy III D. Pamiętam, że grał zespół z jednostki wojskowej, a my tańczyliśmy zazwyczaj ze znajomymi koleżankami z klasy IVC. Tańce odbywały się na holu. Poczęstunek serwowany był w klasach, przygotowany przez rodziców i szkolną stołówkę. Stroje? Ciemne, najczęściej granatowe garnitury chłopców, ciemne, długie spódnice, najczęściej czarne, no i białe bluzki u dziewcząt. Kontrola ze strony nauczycieli była taka, że nie przypominam sobie podchmielonych uczestników balu. Zdaje się, że popijali bardzo dyskretnie... Sam wtedy nie piłem żadnego alkoholu.

Zupełnie inaczej zapamiętałem swoją studniówkę w 1974 roku. Miejsce i okoliczności były te same, stroje podobne. Byli też koledzy z ,,Mechanika''. Zapamiętałem też, że byliśmy dobrze przygotowani alkoholowo. Co prawda, potłukłem przypadkowo swoje przemycone pół litra ,,Żytniówki'', próbując je ukryć w szatni za rurą centralnego ogrzewania, ale mieliśmy też wspólne zapasy gorzałki. Butelka stłukła się tak szpetnie, że spadając mi na głowę, wódka oblała mnie niemal całego. Nie było czasu, żeby dostatecznie wyschnąć, więc kiedy spotkałem na korytarzu wychowawcę naszej klasy, profesora od geografii, Józefa Florczaka zwanego ,,Krzywikiem'', ten natychmiast wyczuł alkohol i kazał mi chuchnąć. Jakież było jego zdziwienie, kiedy okazało się, że w taki sposób nic ode mnie nie wyczuł... A ja z miną niewiniątka wyznałem, że to nadmiar wody kolońskiej. Dwa litry wódki przemyciliśmy zmyślnie w... termoforze. Gumowy pojemnik włożył za spodnie pod koszulę jeden z najszczuplejszych z nas, Jarek Grabarek z Warty, od blisko 45 lat szczęśliwy mieszkaniec Simi Valley pod Los Angeles. Termofor daliśmy na przechowanie woźnemu, panu Nowakowi. Grubo po północy mieliśmy problem, aby depozyt odebrać, bowiem woźny fetował studniówkę z wieloma naszymi kolegami i tak się osłabił, że usnął w miejscu nam nieznanym i trudno było go odnaleźć. W końcu jednak udało się! Radość była ogromna. Zwłaszcza dla tych, których częstowaliśmy wódeczką.

Trzeba przyznać, że na tym balu byliśmy znacznie mnie pilnowani przez nauczycieli niż na przykład na szkolnych zabawach. Dotyczyło to zwłaszcza końcowej części balu, kiedy to awangarda rozrywkowa szkoły, do której nieśmiało się zaliczałem, swawolnie bawiła się na końcu holu, w okolicach pracowni fizycznej. Panował tam zupełny luz; paliliśmy papierosy, popijaliśmy wódeczkę uczyniwszy sobie barek z parapetu jednego z okien, a tańce wykonywane tam były pełne erotyzmu, czasem zaś przypominały te od świętego Wita... Jako uczeń zaliczyłem wtedy jeszcze jedną studniówkę, w Liceum Ekonomicznym w Warcie. Dałem się uprosić cioci, aby towarzyszyć jej siostrzenicy. Z tego balu pamiętam najbardziej... sałatkę i papierosy ,,Carmen'', którymi ,,delektowałem się'' przez całą noc. Aż do nudności... Zaś sałatką warzywną, której bardzo wtedy nie lubiłem, częstowała mnie konsekwentnie partnerka. - Same robiłyśmy! - zaznaczała za każdym razem. I trzeba było zjeść... Wódeczkę piliśmy, owszem, w toalecie i w bardzo niewielkiej ilości, co wynikało z tego, że mieliśmy jej bardzo mało. Jako student byłem trzykrotnie zapraszany na studniówkę do ,,Jagiellończyka''. Za każdym razem bawiłem się wybornie. Wiadomo, student... Zwłaszcza, że te bale były już nieco luźniejsze i bardziej kolorowe jeśli chodzi o stroje. Najbardziej zapamiętałem ten z 1978 roku. Zaprosiła mnie koleżanka mojej siostry Danuty, ale niemal cały bal spędziłem z kimś innym. Tym kimś była Majka, czyli Marysia, która dwa i pół roku później została moją żoną. I kto wie, czy to właśnie jej pocałunek w policzek na pożegnanie po studniówkowym balu nie sprawił, że tak się stało...

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyPo kolędzie

Chodzi ksiądz po kolędzie. Dzwoni do jednego z mieszkań i...
- Czy to ty, aniołku? - odzywa się głos zza drzwi.
Na to ksiądz: - Nie, ale jestem z tej samej firmy...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u