Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Aktualności Tragedia w Wieluniu! Matka i córka zginęły w pożarze!

Tragedia w Wieluniu! Matka i córka zginęły w pożarze!

06022018pozar03Matka i córka zginęły minionej nocy w pożarze mieszkania przy ul. Roosevelta w Wieluniu. Podczas pożaru, który gasiło jedenaście jednostek straży pożarnej, ewakuowano 11 osób. Jedną z nich ściągano z balkonu. Mężczyzna z poparzeniami trafił do szpitala.

 

Oto co Radiu Ziemi Wieluńskiej powiedział o tym zdarzeniu rzecznik Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Wieluniu, Grzegorz Kasprzyczak: - O godzinie 3.24 powiatowe stanowisko kierowania w Wieluniu otrzymało informacje o pożarze mieszkania w budynku wielorodzinnym przy ul. Roosevelta w Wieluniu. Po dojeździe zastępów straży okazało się, że w środku mogą znajdować się osoby poszkodowane. Przystąpiono do gaszenia pożaru i ewakuacji osób z tego budynku. Dokładnie ewakuowano 11 osób z mieszkań z tej klatki oraz jedną osobę, która była na balkonie mieszkania palącego się. Jest to mężczyzna 64-letni, który został ewakuowany przy użyciu podnośnika hydraulicznego, poparzony trafił do szpitala. Podczas gaszenia pożaru i przeszukiwania mieszkań natrafiliśmy na ciała dwóch osób. Są to dwie kobiety: matka i córka w wieku 61 i 88 lat. Na miejscu działało 11 zastępów straży pożarnej w tym 6 z Państwowej Straży Pożarnej i 5 z Ochotniczej Straży Pożarnej, w tym oficer operacyjny z Komendy Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi.

Większość osób, które ewakuowano, spędziła noc u swoich rodzin, cztery z nich w Hotelu Maraton. Aktualnie zajmuje się nimi opieka społeczna. Mieszkanie doszczętnie spłonęło. Nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. W tej sprawie wypowie się biegły z zakresu pożarnictwa.

(opr. KJB)

foto: Radio ZW

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyRefleksyjna przygoda u dentysty

Siedziałam w poczekalni u dentysty, do którego przyszłam po raz pierwszy. Z nudów rozglądałam się. Zauważyłam na ścianie dyplom ukończenia studiów, na którym figurowało jego imię i nazwisko. Wtedy przypomniał mi się wysoki, przystojny, ciemnowłosy chłopak o tym samym imieniu i nazwisku, który chodził ze mną do tego samego liceum jakieś 30 lat temu.
Czyżby mój nowy dentysta był tym chłopakiem, w którym się nawet trochę podkochiwałam?
Jednak kiedy go zobaczyłam, szybko porzuciłam te myśli.
Ten prawie łysy facet z siwymi włosami, wydatnym brzuszkiem i twarzą pełną zmarszczek był zbyt stary, by mógł być moim kolegą ze szkoły.
A może jednak? Po tym, jak mi przejrzał zęby, zapytałam go, czy nie chodził przypadkiem do XXVI LO.?
Tak. Owszem, chodziłem i byłem nawet jednym z najlepszych uczniów, zarumienił się.
A w którym roku Pan zdawał maturę? - zapytałam.
- W siedemdziesiątym czwartym. A dlaczego Pani pyta?
- Ach, to Pan był w mojej klasie! - powiedziałam zachwycona.
Wtedy dentysta zaczął mi się uważnie przyglądać.
Po chwili ten grubawy, pomarszczony staruszek zapytał:
- A czego Pani uczyła?...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u