Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Niczego nie obiecuję…

Niczego nie obiecuję…

kandytaci„Niczego nie obiecuję, słowa dotrzymam”. Z takim to hasłem szedł do wyborów jakiś czas temu jeden z kandydatów na zaszczytną funkcję prezydenta Sieradza. Niestety, nie udało mu się spełnić nawet takiej obietnicy wyborczej bowiem wybory przegrał. A może szkoda, bo prawdopodobnie był to jedyny kandydat, który w czasie kampanii wyborczej mówił prawdę.

 

Inni kandydaci obiecywali wszystko, co się tylko da. A to sieć światłowodową w mieście, powszechny darmowy internet dla każdego, remonty ulic, ratusz na Rynku, stanicę kajakową, bezpieczeństwo w mieście (monitoring), halę sportową czy też halę dla kupców, co by się woda nie lała im za kołnierz i mróz w uszy nie szczypał w długie zimowe dni. Co z tych obietnic zostało? Powiem za księdzem Chmielowskim – jaki jest koń, każdy widzi.

A czegóż to nie obiecywali kandydaci na radnych naszego miasta. Zawsze był to (i pewnie będzie za rok) festiwal pobożnych życzeń. Nie do spełnienia. Bo kto jeszcze wierzy w równe miejskie chodniki, posprzątane ulice, miejsca w przedszkolach dla każdego dziecka, park w każdej dzielnicy itd., itp. Przykłady można mnożyć. Jeśli mieszkańcy zdołali już o owych obietnicach zapomnieć, za chwilę sobie o nich przypomną. Co by jednak nie mówić, wybory za rok będą dla kandydatów na radnych znacznie trudniejsze. Kończy się wybór partyjny, a zacznie obywatelski. Sieradz zostanie podzielony na 21 okręgów wyborczych, z których wybierać będziemy po jednym radnym. Nazwiska na listach wyborczych zostaną umieszczone w kolejności alfabetycznej. Rodzi się tu pewien problem, bowiem zgodnie z naszymi przyzwyczajeniami zazwyczaj głosowaliśmy do tej pory na kandydata pierwszego na liście. Inaczej mówiąc – prawdopodobnie największe szanse na wybór będą mieli ci, których nazwisko zaczyna się na literę A. Znacznie mniejsze szanse osoby, których nazwiska maja początek na literę S, albo nie daj Boże na literę W.

W każdym razie jest o czym myśleć. Najwięcej do myślenia mieć będą obecni radni, którzy swą funkcję pełnią już od kilku kadencji i zdążyli się przyzwyczaić do zaszczytów, a zwłaszcza do pobieranych diet. Do dziś dźwięczą mi w uszach słowa byłego radnego, który po wyborze cieszył się jak dziecko mówiąc, że nareszcie spłaci raty za nowy samochód. Taki z górnej półki. Przyzwyczajenia owe spowodują, że „dzisiejsi” radni będą chcieli za wszelką cenę, by mieszkańcy wybrali ich ponownie. Dlatego też składam na ręce prezydenta i przewodniczącego Rady Miasta propozycję internetowego transmitowania obrad rady. Dzieje się tak w sąsiedniej Łodzi i nikomu to nie wadzi. Niechaj mieszkańcy Sieradza wiedzą, o czym i jak obradują radni, jakie mądrości (interpelacje) wygłaszają, dlaczego popierają kolejne podnoszenie podatków i jak prezydent uzasadnia swoje kolejne decyzje. Z pewnością zmobilizuje to radnych do gruntownego zapoznawania się z materiałami na kolejne sesje, a mieszkańcom miasta pozwoli ocenić pracę Wysokiej Rady i Pana Prezydenta.

Marzą mi się wprawdzie transmisje telewizyjne z obrad rady, które winna realizować NSTW (Nowa Sieradzka Telewizja Wojskowa), ale pewnie to nie jest możliwe z racji tego, że regulamin tego nie przewiduje. Do wyborów jeszcze rok (tylko) i dlatego chciałbym dostać do mojej domowej skrzynki pocztowej plan miasta Sieradza z podziałem na nowe okręgi wyborcze. Muszę się teraz porządnie zastanowić, na kogo oddać głos w przyszłorocznych wyborach samorządowych.

(zyg)

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyWspomnienie starego hipisa...

Siedząc do późna w pracy Janek zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to niemal codziennie były nowe panienki, narkotyki... Po dwudziestu latach nie palenia marihuany postanowił więc zapalić, przypomnieć sobie dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek nadal prosperuje.
- Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
- Janek, kopę lat...
- Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze dwadzieścia lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to było...
- Słuchaj Jasiu, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem. Musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
- Dobra stary, niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął do domu.
Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, żona chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w łazience. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... Otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
- Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało... - pomyślał zdumiony.
I pociągnął drugiego macha. Otwiera oczy, ciemno..., wypuszcza - jasno....
Zdrowo podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno.
W tym momencie słyszy walenie do drzwi łazienki....
- Janek. co ty tam robisz? - krzyczy żona.
Janek wszystko wrzucił do sedesu, spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
- Golę się kochanie!
- Janek, trzy dni...?

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u