Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony ,,Ty chamie zbuntowany...!''

,,Ty chamie zbuntowany...!''

LEKKOSCBYTUByło upalne lipcowe popołudnie w połowie lat 60. dwudziestego wieku. W sklepie spożywczym w Widawie, zwanym potocznie ,,jedynką'', bo nosił numer 1 w nomenklaturze miejscowej GS ,,Samopomoc Chłopska'', stała kilkunastoosobowa kolejka. Żniwa były w pełni, więc w kolejce stały same kobiety. Robiły sprawunki, bo tak mawiano wtedy na zakupy.

 

Na końcu tej kolejki stałem ja, dziesięcioletni wówczas chłopiec, moja młodsza siostra i mój ojciec. Czekając cierpliwie przełykaliśmy z siostrą ślinę, bo przed naszymi oczami jawiły się słoje z bajecznie kolorowymi cukierkami, a z półek uśmiechały się ciastka i czekolada...

Nagle do sklepu wtargnął nieogolony, ogorzały chłop, jakby prosto od żniw. W podniesionej dłoni trzymał czerwone sto złotych z robotnikiem i tuż po przekroczeniu drzwi sklepu zawołał: - Pół litra czystej! Kiedy już podawał stówę ponad głowami kobiet z początku kolejki, mój ojciec zakrzyknął nie bacząc, że chłop był tej postury, że zabiłby go jedną ręką: - Gdzie ty chamie zbuntowany! Do kolejki! I stała się rzecz niezwykła. Wiedzione groźnym wzrokiem kobiet chłopisko potulnie stanęło na końcu kolejki. Po latach wiem, że dla mnie i mojej siostry była to bodaj najważniejsza lekcja odwagi cywilnej i reagowania na zwyczajne chamstwo, które panoszy się zawsze, niezależnie od czasów, ustrojów i miejsc. Wtedy trzeba przypomnieć sobie tekst z kabaretu ,,Dudek'' o tym, że ,,chamstwu trzeba się przeciwstawić siłom i godnościom osobistom''!

Niestety, do dzisiejszych czasów nadal pasuje jak ulał jeden z najlepszych dowcipów, które zasłyszałem jakieś czterdzieści lat temu. Zatłoczonym tramwajem jedzie staruszka. Rozgląda się bynajmniej nie za wolnym miejscem, ale za kimś, kto by jej tego miejsca ustąpił. Tuż obok siebie widzi rozwalonego na siedzeniu nastolatka, który nie zauważa starszej pani, a przy tym obrzydliwie pociąga nosem i tegoż nosa zawartość wyciera rękawem koszuli. - A kawaler to chusteczki nie ma? - pyta zniesmaczona staruszka. - Mom, ale nie pożyczom! - odpowiada basem młodzieniec. Wczoraj byłem na poczcie. Przede mną stała staruszka, niepełnosprawna, bo kulę oparła o ladę. Kula spadła na posadzkę. Odruchowo schyliłem się i podałem kobiecie kulę. Gdzieś we mnie tkwią bowiem lekcje kindersztuby, które dawno temu niemal codziennie otrzymywałem od rodziców, nauczycieli, starszych kolegów i koleżanek, a czasem od zwyczajnych ludzi na ulicy.

Co sobie myślę teraz, kiedy widzę jak całą szerokością chodnika idzie kilku wyrostków. Nie dość, że plują, mówią kloacznym językiem, to jeszcze pety rzucają pod nogi, choć kosz jest kilka kroków przed nimi. I jakoś nikt nie reaguje... A ja zastanawiam się, czy owi młodzieńcy właśnie wyszli ze szkoły, czy może właśnie wracają z rekolekcji?

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyRefleksyjna przygoda u dentysty

Siedziałam w poczekalni u dentysty, do którego przyszłam po raz pierwszy. Z nudów rozglądałam się. Zauważyłam na ścianie dyplom ukończenia studiów, na którym figurowało jego imię i nazwisko. Wtedy przypomniał mi się wysoki, przystojny, ciemnowłosy chłopak o tym samym imieniu i nazwisku, który chodził ze mną do tego samego liceum jakieś 30 lat temu.
Czyżby mój nowy dentysta był tym chłopakiem, w którym się nawet trochę podkochiwałam?
Jednak kiedy go zobaczyłam, szybko porzuciłam te myśli.
Ten prawie łysy facet z siwymi włosami, wydatnym brzuszkiem i twarzą pełną zmarszczek był zbyt stary, by mógł być moim kolegą ze szkoły.
A może jednak? Po tym, jak mi przejrzał zęby, zapytałam go, czy nie chodził przypadkiem do XXVI LO.?
Tak. Owszem, chodziłem i byłem nawet jednym z najlepszych uczniów, zarumienił się.
A w którym roku Pan zdawał maturę? - zapytałam.
- W siedemdziesiątym czwartym. A dlaczego Pani pyta?
- Ach, to Pan był w mojej klasie! - powiedziałam zachwycona.
Wtedy dentysta zaczął mi się uważnie przyglądać.
Po chwili ten grubawy, pomarszczony staruszek zapytał:
- A czego Pani uczyła?...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u