Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Podróże kształcą, zwłaszcza pociągami PKP

Podróże kształcą, zwłaszcza pociągami PKP

LEKKOSCBYTUCo i raz przekonuję się, że przysłowia czy też inne mądre powiedzonka mają swoją genezę i mocne oparcie w życiu. Mam już tyle lat, że potrafię to zaobserwować, przekonywać się, że wspomniane myśli moich człowieczych przodków mają głębokie uzasadnienie. Tak jest z powiedzonkiem ,,podróże kształcą’’. Aby się o tym przekonać w Polsce, wystarczy wsiąść do pociągu byle jakiego, ale... Polskich Kolei Państwowych.

 

Ostatnio miałem przyjemność podróżować pociągiem PKP Intercity ,,Sukiennice'' relacji Kraków Główny – Gdynia Główna. Określenia ,,przyjemność’’ nie używam bynajmniej szyderczo, czy nawet humorystycznie. Piszę jak najszczerszą prawdę, przekonany o niej, bowiem uważam, że PKP zrobiły w ostatnich latach ogromny postęp, co sprawia, że podróże pociągami mogą i na ogół są przyjemne. A jeszcze nie tak dawno... Cóż, był to ekstremalny sport dla twardzieli, którzy nie bali się nawet życia w dżungli. Pamiętam, że jeszcze na początku XXI wieku, czyli już w erze dynamicznie rozwijającego się kapitalizmu, usiłowałem kilkakrotnie dojechać do Szczecina, a nie było już słynnych pociągów tzw. lubelskiego, czyli Szczecin – Lublin i ,,Włókniarza'' (Szczecin – Łódź), więc trzeba było jeździć z Koła lub z przesiadką w Poznaniu. Miałem wówczas kilka przygód przypominających te z czasów PRL-u. I do tego stopnia się bałem, że do toalety szedłem z bagażem, siadałem tylko obok starszych pań (także dlatego, aby się zbyt emocjonować w trakcie podróży, które już jakby założenia są męczące...), nie zasypiałem zbyt głęboko i przynajmniej ze trzy razy pytałem, czy to aby ten pociąg? Dlaczego? Gdzieś tak w połowie lat 80. wsiadłem z żoną do pociągu relacji Sieradz – Jelenia Góra. Na nasze nieszczęście, w tym pociągu były wagony do... Pragi, przeczepiano je do innego pociągu bodaj we Wrocławiu. Ponieważ była noc, spaliśmy i przez to o mały włos nie dojechaliśmy do stolicy Czechosłowacji. O tym, że jedziemy w niewłaściwym kierunku, i że to już nie ten pociąg, dowiedzieliśmy się przypadkiem od współpasażerki, nie od konduktora, któremu przecież nie płacili za informowanie podróżnych... Wrócę jednak do współczesności i do wygodnego pociągu ,,Sukiennice'', którym podróż była prawdziwą przyjemnością! Mogłem czytać z wyciągniętymi nogami ukochaną ,,Politykę'', mogłem drzemać, przechadzać się niekoniecznie do toalety, mogłem nawet pić piwo... Okazało się, że nielegalnie. Bo kiedy sączyłem ,,Kasztelana'' z puszki (z puszki raczej nie lubię, bo odbija mi się kątownikiem) podeszła do mnie urocza, młoda konduktorka i poprosiła o bilet. Uśmiechnęła się, a ja pomyślałem ,,Misiem'' – słuszną linię ma władza PKP! Na to urocza w mundurze (też gustownym) i z uśmiechem, ale już innym: - Oj, chyba będę musiała ukarać pana mandatem!
- Mnie mandatem! - odpowiedziałem szczerze zdziwiony. - Za co?
- Za to, że pan pije piwo w przedziale, a tego robić nie wolno. Piwo można pić tylko w wagonie restauracyjnym!
- Tak, fajnie, po osiem złotych za butelkę, dziękuję bardzo, ale takie piwo staje mi w gardle... Rozwinąłem też myśl po swojemu, że z zasady nie przestrzegam durnych przepisów i dlatego pijam piwo w sklepach i pod sklepami, znajomymi oczywiście, tam, gdzie znają i szanują moje zwyczaje.
Pani uśmiechnęła się jednak mniej serdecznie napomykając konfidencjonalnie, że tym razem mi daruje i nie ukaże mandatem, tylko mnie pouczy i poradzi, abym puszkę schował i piwo pił ukradkiem, na przykład z torebki lub gazety. Obiecałem, że tak zrobię. Kiedy odeszła, postawiłem piwo na półeczce dla pasażera i włożyłem ją w końcówkę rękawa kurtki. Zadowolony z kamuflażu mknąłem dalej przez nasz piękny kraj, co i raz popijając, przez co Polska stawała się dla mnie jeszcze piękniejsza. Ujmując to poetycko powiem, że piękniała niemal z każdym łykiem... Kiedy za jakiś czas konduktorka wróciła, powitałem ją z miną zdobywcy Nobla w dziedzinie kamuflażu. Pokazałem puszkę w rękawie komentując sytuację stwierdzeniem, że jako stuprocentowy Polak (jak spirytus, tak na mnie mówili w wojsku dodając, że pijak i warchoł) omijanie głupich przepisów wyssałem z mlekiem matki Marianny, która całe dorosłe życie aż do emerytury przeżyła w komunie, ale urodziła się przed wojną, tak samo jak ja, w Świerczowie, przy lampie naftowej...

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyRefleksyjna przygoda u dentysty

Siedziałam w poczekalni u dentysty, do którego przyszłam po raz pierwszy. Z nudów rozglądałam się. Zauważyłam na ścianie dyplom ukończenia studiów, na którym figurowało jego imię i nazwisko. Wtedy przypomniał mi się wysoki, przystojny, ciemnowłosy chłopak o tym samym imieniu i nazwisku, który chodził ze mną do tego samego liceum jakieś 30 lat temu.
Czyżby mój nowy dentysta był tym chłopakiem, w którym się nawet trochę podkochiwałam?
Jednak kiedy go zobaczyłam, szybko porzuciłam te myśli.
Ten prawie łysy facet z siwymi włosami, wydatnym brzuszkiem i twarzą pełną zmarszczek był zbyt stary, by mógł być moim kolegą ze szkoły.
A może jednak? Po tym, jak mi przejrzał zęby, zapytałam go, czy nie chodził przypadkiem do XXVI LO.?
Tak. Owszem, chodziłem i byłem nawet jednym z najlepszych uczniów, zarumienił się.
A w którym roku Pan zdawał maturę? - zapytałam.
- W siedemdziesiątym czwartym. A dlaczego Pani pyta?
- Ach, to Pan był w mojej klasie! - powiedziałam zachwycona.
Wtedy dentysta zaczął mi się uważnie przyglądać.
Po chwili ten grubawy, pomarszczony staruszek zapytał:
- A czego Pani uczyła?...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u