Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Ojczyzna spłaca dług...

Ojczyzna spłaca dług...

LEKKOSCBYTUBył lipiec 1993 roku, kiedy na kolonii polskich dzieci ze wschodu pracowałem jako instruktor kulturalno-oświatowy, czyli ,,kaowiec''. Działo się to w Wieluniu, w internacie Zespołu Szkół Budowlanych. Z tamtych czasów zostało mi wiele wzruszających wspomnień. Jedno z nich to rozmowa z 14-letnią bodaj dziewczynką o rosyjskim imieniu Wiera, ciemnej karnacji, skośnych oczach i mongolskich rysach twarzy. Bardzo łamaną polszczyzną dziewczynka próbowała mi opowiedzieć, jak to się stało, że jej przodków wywieziono do Kazachstanu, a ona czuje się Polką.

Rozmowę prowadziliśmy bardziej po rosyjsku niż po polsku. Mnie było trudno, bo łzy wzruszenia co i raz ściskały gardło. W tej rozmowie dziewczynka wspominała babcię Polkę, która uczyła ją pacierza, czytała inne modlitwy z wyświechtanej książeczki do nabożeństwa i opowiadała o Polsce. O ojczyźnie gdzieś na kresach II Rzeczypospolitej, która była wytęsknionym rajem jej dzieciństwa i młodości. Dziewczynka opowiadała też, że babcia zmarła niespodziewanie, wcześniej mama wyszła za mąż za Rosjanina i w domu już się po polsku nie mówiło.

Na tych koloniach słyszałem kilkanaście podobnych historii dzieci, które czasem bardzo niewiele miały z Polską wspólnego poprzez swoich przodków. Ot, ktoś załatwił im atrakcyjny wyjazd do bogatego kraju w Europie. Większość jednak chciała się uczyć i uczyła języka polskiego, historii. Łaknęła wszelkiej wiedzy o ojczyźnie. Przerażające było to, że niektóre z tych dzieci tak bardzo bały się głodu, że chowały chleb pod poduszkę lub do szafek na ubrania... Najbardziej zainteresowane były jedzeniem, kościołami i bazarem, gdzie – według nich – można było kupić wszystko i... porozmawiać po rosyjsku. Miało to swoje konsekwencje, ponieważ trudno było prowadzić z nimi zajęcia. Dzieci szybko się nudziły pytając, kiedy pójdziemy na bazar lub do kościoła? Jednocześnie niemal wszystkie deklarowały chęć pozostania w Polsce na zawsze, chęć powrotu tutaj z rodziną. Wtedy nachodziła mnie refleksja: Polska ma ogromny dług wobec tych ludzi. Setek tysięcy Polaków wywiezionych przez radzieckich okupantów, a potem ,,wyzwolicieli''. Oni pierwsi dowiedzieli się, co to znaczy władza radziecka i ,,ustrój powszechnej szczęśliwości''.

Niewielu z wywiezionych przeżyło, ale nadal gdzieś na Syberii, w Kazachstanie lub w innych państwach – dawnych republikach radzieckich żyją potomkowie ofiar tragicznej historii Polski. Żyją i pewnie wielu z nich chciało by wrócić do ojczyzny swoich przodków. Niektórym to się udaje. Niedawno realizowałem materiał filmowy o takich szczęśliwcach. O rodzinie Szajkudinów z Kazachstanu, którzy od polowy grudnia ubiegłego roku są szczęśliwymi mieszkańcami Sieradza. Jak znaleźli się w tym mieście, gdzie jego władze dały trzyosobowej rodzinie mieszkanie, zaś rząd 75 tysięcy złotych na jego remont i zagospodarowanie?

Historia z tak szczęśliwym finałem zaczęła się w Zduńskiej Woli. Konstantin przyjechał na wesele swojego krewnego. Na kilka dni, ale Polska zrobiła na nim bardzo dobre wrażenie. Okazało się, że to rzeczywiście ojczyzna z opowiadań jego babci i dziadka, wywiezionych w 1936 przez sowietów gdzieś spod Kamienia Podolskiego do Kazachstanu. Znajomi zgłosili sprawę Konstantina do biura poselskiego posła Grzegorza Schreibera w Zduńskiej Woli. Informacja dotarła do władz Sieradza i po kilku miesiącach starań Jekaterina, Konstantin i siedmioletni Grigorij Szajkudinowie znaleźli się w Sieradzu.

Patrząc na tych wystraszonych jeszcze, ale jakże szczęśliwych ludzi, po raz kolejny pomyślałem sobie: Polska ma nadal wielki obowiązek zajmowania się nimi. Warto, żeby wrócili do ojczyzny swoich przodków!

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyMokra myszka i twardy ptak

Idzie sobie mała, biedna myszka, idzie aż dochodzi do rzeki. Rzeka była duża rzeka z bardzo mocnym prądem, więc myszka się wystraszyła, że nie przepłynie. Obok na krzaku siedział ptak. poproszę ptaka, pomyślała myszka.
- Ja taka mała biedna myszka, a ty taki wielki i silny, proszę złap mnie i przenieś na druga stronę..
- Nie - odpowiedział ptak.
- No proszę...
- Nie!
- No, ale błagam...
- NIE!
Ptak odleciał... Myszka tak się zdenerwował, że zebrała się na odwagę i wskoczyła do wody. Z trudem, ostatkiem sił przepłynęła na drugi brzeg.
Wychodzi cala mokra, zupełnie przemoczona.
A jaki z tego morał? Kiedy "ptak" jest twardy to "myszka" musi być mokra...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u