Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Wróżki prawdą po głowie

Wróżki prawdą po głowie

LEKKOSCBYTUByłem u wróżki! Tak, ja racjonalista, niedowiarek, agnostyk, abnegat i już prawie abstynent byłem kiedyś u wróżki. Rzecz o tyle niezwykła, że działo się to w trakcie zabawy andrzejkowej, gdzieś tak pod koniec dwudziestego wieku. Miejscem zabawy była... remiza Ochotniczej Straży Pożarnej w Tubądzinie.

 

Znaleźliśmy się tam przez zupełny przypadek z gronem naszych bliskich znajomych, wśród których był też sieradzki Włoch, Antonio Vinci ze swoją uroczą małżonką Katarzyną. Bywało, że w latach młodości wielką rozrywką były dla mnie zabawy taneczne w remizach OSP, więc wilka ciągnęło do lasu... Małżonka moja odniosła się do tego andrzejkowego pomysłu z rezerwą, ale kiedy zobaczyła wnętrze remizy w Tubądzinie, zmieniła zdanie. Nie zajeżdżało bowiem ani piwem, ani moczem lub czymkolwiek takim. Było starannie odnowione, dobrze zaprojektowane i wykonane. Dowiedzieliśmy się, że pewien restaurator wynajął remizę na kilka lat, z obory niemal uczynił salon i urządza w nim teraz wesela etc. W takim anturażu zrobiło nam się miło od samego wejścia, więc bawiliśmy się znakomicie. Prowadzący zabawę zapowiadał atrakcje i te atrakcje rzeczywiście były. Jedną z nich okazała się wróżka. Cieszyła się wzięciem. Najpierw udały się do niej panie z naszego grona. Wracały zamyślone, ale i podniecone tym, co usłyszały, bo wiele prawdziwych informacji wróżka powiedziała o nich samych. Przewidywała przyszłość tak, że po krótkim zastanowieniu wydawało się to możliwe. Kiedy na seans do wróżki udała się moja żona i mnie zaciekawiła osoba przyjmująca w pomieszczeniu obok, za kotarą. Żona wróciła zamyślona i powiedziała: jeśli się nie boisz, idź! Aby nie zostać posądzonym o brak odwagi, poszedłem. Ale ostateczną decyzję podjąłem wtedy, kiedy zarówno znajome jak i żona potwierdziły, że wróżka jest ładną kobietą.

Usiadłem przed nią uśmiechnięty i niemal od razu zastrzegłem, że nie wierzę w przewidywanie przyszłości, ale że to zabawa, więc jestem. Wróżka uśmiechnęła się zagadkowo i tak na mnie popatrzyła, że zapomniałem gdzie jestem i po co tu przyszedłem. - Zobaczymy... - powiedziała. Po czym zapytała jak najbardziej poważnie: - Czy chcesz poznać datę swojej śmierci ? Lekko zszokowany oświadczyłem, że nie jestem ciekaw. I że bardziej interesuje mnie to, co się stanie z moimi dwoma największymi wrogami, którzy dokuczają mi od czasu do czasu nie tylko tym, że są, żyją i zabierają mi powietrze. Wróżka popatrzyła w karty, chwilę pomyślała i spokojnie odpowiedziała. Słuchałem zdumiony, bowiem powiedziałem zagadkowej pani niewiele o podmiotach jej wróżenia, a tu proszę. Krótko, węzłowato o ich przyszłości. Ta jawiła się marnie. Obaj mieli skończyć źle, z licznymi kłopotami w biedzie. Jeden miał się rozpić, a drugi rozstać się z żoną w niemiłych okolicznościach. Oczywiście, obaj mieli przestać mnie nękać. - Kiedy to się stanie? - zapytałem. Na co wróżka enigmatycznie odpowiedziała, że za kilka, kilkanaście lat. Grzecznie podziękowawszy, wyszedłem zamyślony, ale zadowolony. W końcu chodziło przecież o marną przyszłość moich wrogów. Po wielu latach opowiedziałem o zdarzeniu jednej z moich koleżanek. I o tym, że przepowiednia się spełniła! Słuchając uśmiechała się znaczącą. Kiedy skończyłem opowieść, zapytała: - Jak cię znam, to pewnie próbowałeś pomóc losowi? - Nie - odpowiedziałem. - Wyjątkowo nie, ponieważ chciałem być jak najdalej od tych wyjątkowo obrzydliwych ludzi.

- I bardzo słusznie - odpowiedziała roztropna koleżanka. - Z losem jest tak, jak mówi pewne pewne chińskie przysłowie; jest jak rzeka, płynie, wciągnie twoich wrogów w niedobry nurt i pogrąży... A ty siedź nadal na brzegu i przyglądaj się czy rzeka płynie we właściwym kierunku.

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyMokra myszka i twardy ptak

Idzie sobie mała, biedna myszka, idzie aż dochodzi do rzeki. Rzeka była duża rzeka z bardzo mocnym prądem, więc myszka się wystraszyła, że nie przepłynie. Obok na krzaku siedział ptak. poproszę ptaka, pomyślała myszka.
- Ja taka mała biedna myszka, a ty taki wielki i silny, proszę złap mnie i przenieś na druga stronę..
- Nie - odpowiedział ptak.
- No proszę...
- Nie!
- No, ale błagam...
- NIE!
Ptak odleciał... Myszka tak się zdenerwował, że zebrała się na odwagę i wskoczyła do wody. Z trudem, ostatkiem sił przepłynęła na drugi brzeg.
Wychodzi cala mokra, zupełnie przemoczona.
A jaki z tego morał? Kiedy "ptak" jest twardy to "myszka" musi być mokra...

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u