Reklama
menuvideotvomenuartykulymenugaleriamenulogo2menureklamaonasmenu 20lat
Strona główna Artykuły Felietony Lekkość bytu? - Wojtek Słodkowski jakże mi bliski

Lekkość bytu? - Wojtek Słodkowski jakże mi bliski

Wojtekcz-bSą ludzie o których mogę mówić tylko dobrze. Jednym z nielicznych z tej kategorii był Wojtek Słodkowski, dziennikarz, człowiek niebywale bezinteresownie serdeczny.

Nie pamiętam kiedy i w jakich okolicznościach Go poznałem. Najprawdopodobniej było to na początku mojej współpracy z łódzkim Ośrodkiem Terenowym Telewizji Polskiej, być może latem 1996 roku. Pamiętam za to, że już po kilku spotkaniach Wojtek odnosił się do mnie tak, jakby znał mnie całe lata. A jedno z pytań, które stawiał spotkanemu na korytarzu lub w bufecie nieco młodszemu koledze z Sieradza brzmiało zawsze: w czym ci pomóc? Kończyło się to na wymianie serdecznych informacji nie tylko o zdrowiu i aktualnym samopoczuciu, ale i o sprawach zawodowych. Kiedy miałem problemy z informacją związaną z Łodzią, dzwoniłem najczęściej do Niego. Działało to w obie strony, bowiem Wojtek potrzebował czasem wiadomości dotyczących parlamentarzystów lub samorządowców z sieradzkiego, w czym ja byłem dobry, i wtedy do mnie dzwonił. Najczęściej oglądane przeze mnie programy OT TVP Łódź to, oprócz ŁWD, właśnie "Tydzień w Łodzi", "Łódzki Klub Parlamentarny" i "Łódzkie Forum", czyli programy publicystyczne, które Wojtek prowadził.. Dlaczego? Ze względu na spokój i profesjonalizm prowadzącego, no i znajome ,,gadające głowy'', które, bywało, trafiały do tych programów niejako za moim pośrednictwem, bo Wojtek najpierw dzwonił i pytał: Jest tam u was taki...? Byłem wtedy bardzo dumny, że chociaż trochę mogłem Mu pomóc. Ale jak tu nie pomagać, kiedy Wojtek nigdy nie odmawiał mi pomocy, najczęściej wspomagając mnie chociażby dobrym słowem.  
Do dziś nie mogę odpowiedzieć sobie, dlaczego Wojtek tylko zdawkowo mówił o swoim udziale w walce o inną Polskę za czasów PRL-u. Od wspólnych kolegów dowiedziałem się, że rok siedział za to w więzieniu w Potulicach, że i tam był, na ile to możliwe, dziennikarzem. Podobnie było z gazetami, w których pracował. Przez przypadek, rozmowie o naszych wspólnych znajomych dziennikarzach (a znał niemal wszystkich, z tzw. terenu także), dowiedziałem się, że pracowaliśmy w tych samych tytułach: w ,,Dzienniku Łódzkim'' i ,,Głosie Porannym'', tylko w innych latach i nigdy się w tych redakcjach nie spotkaliśmy, choć Wojtek był starszy ode mnie tylko o cztery lata.
Podziwiałem u Wojtka wiele cech charakteru. Zwłaszcza wyjątkową jak na dziennikarza spolegliwość, no i spokój w kontaktach z często nieprzyjemnymi, nieprzyjaznymi ludźmi Było to widać także w pracy ze studentami dziennikarstwa na WSH, gdzie kilkakrotnie przyszło mi przez zupełny przypadek ,,podglądać'' pracę Wojtka z młodymi ludźmi. Jestem pedagogiem z wykształcenia, więc szybko zorientowałem się, że obcuję z wyjątkowym talentem pedagogicznym. Wdziałem z jakim pietyzmem Wojtek ,,pochyla'' się nad studentami, a oni chłoną to, co im mówi. Zazdrościłem Mu wtedy, bo przecież sam zajmowałem się i zajmują dziennikarską młodzieżą.
Teraz, wspominając Wojtka, który zmarł w nocy z 2 na 3 listopada, myślę o Nim: Spolegliwy opiekun, życzliwie nastawiony wobec podopiecznych, wrażliwy na cudze potrzeby i skłonny do pomagania. Taki jakby niedzisiejszy model Dobrego Człowieka.

Połajania i uwagi przyjmuję: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

LEK.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Najnowsze

Top 10 (ostatnie 30 dni)

Reklama

Zaloguj

Reklama

Ostatnie komentarze

Reklama

Z krainy dowcipu

dowcipyA może by tak wyjechać w Bieszczady...?

Egzamin wstępny na studia - kierunek nauki polityczne. Doktor rozmawia z kandydatką:
- Co Pani wiadomo na temat programu ekonomicznego dla Polski, realizowanego przez rząd premiera Morawieckiego?
Dziewczyna milczy.
- No to może Pani wie coś o założeniach polityki społecznej rządu?
Dziewczyna nadal milczy.
- A wie Pani chociaż kto jest Jarosław Kaczyński ?
Dziewczyna milczy i milczy.
Doktor myśli; może jest niemową? Jednak po chwili pyta:
- A skąd Pani pochodzi?
- Z Bieszczad, Panie doktorze.
Doktor zamyślił się głęboko, podszedł do okna, wyjrzał na ulicę, chwilę się zastanowił i powiedział samo do siebie:
- Kurcze..., może by tak wszystko rzucić i wyjechać w te Bieszczady?!

Reklama

 

partnerzybar2

tubadzin150wartmilk150

 
 
stat4u